niedziela, 29 lipca 2012

Adrenalina, emocje i wrażenie że latam w Gardalandzie koło Werony

Po dziesięciu dniach leniuchowania opuściłam słoneczne południe Włoch i udałam się na północ na trzy dni do Werony. Jest to urokliwe miasto Romea i Julii i oper. Niedaleko znajduje się też park rozrywki Gardaland, czyli coś na wzór Disneylandu blisko Paryża. Wielki obszar pokrywały różne krainy tematyczne dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Znalazło się coś dla każdego - dla mnie, fanki adrenaliny i wielkich kolejek stało mnóstwo roller coasterów, dla innych wolniejsze kolejki, polowania z laserowym pistoletem w ręku w piramidzie, seanse filmów, przedstawienia i krainy fantastycznych budynków niczym z marzeń.

Oczywiście Gardaland był bardzo zatłoczony, na niektóre atrakcje trzeba było czekać nawet 40 minut, ale było warto. Z reguły przed tymi najlepszymi kolejkami czekało najwięcej osób. Całą rodziną wybraliśmy w kilkanaście miejsc, a mój tata i ja sprawdziliśmy chyba każdy roller coaster możliwy. Mieliśmy kilka ulubionych - mój to "raptor" czyli wielki roller coaster niczym z misji wojskowych, zielona kolejka z wieloma pętlami (aż wbijało w fotel) czy  atrakcja gdzie wjeżdżało się na szczyt i spuszczano nas nagle z góry. Śmieszne było uczucie, że nie ma się pojęcia co się dzieje i chyba nie wyhamujemy, uderzając w ziemię. jak wiadomo to się nie stało i cała  i zdrowa jestem teraz w Polsce. Mimo wszystko wrażeń było co nie miara. 

z siostrą Wiktorią przed wejściem


Magic House

kraina dzieci







W parku spędziliśmy 9,5 godziny, a nawet wtedy moja siostra nie chciała jeszcze wychodzić i z łzami w oczach prosiła rodziców by pójść na chociaż jeszcze jedną atrakcję, czyli jej ulubiony Magic House. Niestety musieliśmy wracać już do naszego hotelu, gdyż niedługo zrobiłoby się ciemno, a ponadto każdy czuł już zmęczenie po całym dniu na nogach lub w powietrzu z nadal szybko bijącym sercem z podekscytowania.

Tego dnia wieczorem kładąc się spać nadal miałam dziwne wrażenie że jestem w powietrzu na kolejnej kolejce albo znowu spadam w dół. Uwielbiam takie parki rozrywki! Zakochałam się w nich gdy jako niespełna dziewięciolatka miałam okazję bawić się w Disneylandzie i Asterix Parku przy Paryżu. Szkoda, że w Polsce nie mamy takich atrakcji, ale wierzę że jeszcze wszystko przed nami.

4 komentarze:

  1. Cześć ; ) Orientujesz się może, ile w USA kosztuje iPhone?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że wcale nie tak mało- kilkaset dolarów. Sama chciałam sobie kupić, ale zrezygnowałam :)

      Usuń
  2. Z tego co się orientuję iphone 4s kosztuje tam 166$.
    Ja także byłam w parku gardaland,zazdroszczę ci ,że byłaś z rodziną, ja byłam z obozem i nie było aż tak fajnie .:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pamiętam, to tyle kosztuje, ale trzeba mieć w abonamencie, przy czym nie ma abonamentów na 10 miesięcy :) Bo tak, żeby kupić bez abonamentu, to już wychodzi duuużo :)

      Usuń