poniedziałek, 25 czerwca 2012

Dwa tygodnie w Polsce :))

Pierwsze kilka dni w Polsce był dla mnie cudowne. Pomijając fakt, że musiałam dać sobie czas na dostosowanie się do różnic czasowych, ponieważ miałam tendencję do wstawania o 4 nad ranem albo około południa, nie miałam naprawdę żadnych problemów. Przywitały mnie upały i przepiękna pogoda. Zaczęłam z powrotem jeździć na rowerze czy chodzić po mieście zamiast jeździć samochodem.

W następnym dniu po moim przyjeździe, wraz z moją mamą i siostrą wybrałyśmy się na przechadzkę po moim mieście, weszłyśmy do nowej galerii (otworzona jesienią zeszłego roku,ale ja nie miałam okazji być) i w końcu odblokowano mi polski telefon, którego nie używałam od roku.

Największa niespodzianka czekała mnie w sobotę 16 czerwca. Niespodziewanie przyszli do mnie moi znajomi. Zupełnie nie miałam pojęcia, że pojawią się. Strasznie ucieszyłam się gdy wbiegła grupa moich znajomych przez moje drzwi balkonowe. Spędziliśmy razem całe popołudnie i oczywiście wspólnie oglądaliśmy mecz Polski z Czechami. Emocji nie brakowało! Tym bardziej, że na samym początku meczu rozpadało się tak, że mieliśmy problem z odbiorem kanałów w telewizji. Na szczęście sytuacja została opanowana i  dzielnie kibicowaliśmy Polakom do końca :)

Oksana :)


kamerkowo

smutne po meczu
Było naprawdę super. Kolejne dni to dla mnie załatwianie wszystkiego w szkole. Uznano mi mój rok w USA i pójdę wraz z moim rocznikiem do drugiej klasy LO. Poznałam moją klasę, która jest przesympatyczna. Wszyscy byli strasznie mili, nawet zostałam zaproszona na ognisko, które odbyło się w tę sobotę. Samo ognisko było świetne. Miło było poznać nowe osoby z mojej klasy, w końcu to z nimi będę chodziła do szkoły przez najbliższe 2 lata. Rozmawiałam również z moimi nauczycielami, by ustalić ile mam braków i czego muszę się douczyć. Nie jest tak źle, chociaż jestem trochę do tyłu z przedmiotów ścisłych poza biologią, z której zrobiłam więcej.

Chyba już wkręciłam się w to moje życie w Polsce. Na dworze cały czas świeci Słońce, za chwilę wszystkim rozpoczynają się wakacje... Jest super! :)

środa, 13 czerwca 2012

Ostatnie chwile w USA i .... POLSKA

Czas leci naprawdę wyjątkowo szybko. Mam wrażenie, że przecież tak niedawno wsiadałam do samolotu w kierunku USA, a już nadszedł czas na powrót. Mój pobyt w Montanie dobiegł końca, ale był naprawdę niesamowity. Poznałam mnóstwo cudownych ludzi i miałam niezliczoną ilość nowych doświadczeń.

Moje ostatnie kilka dni w Stanach były naprawdę świetne. Oczywiście pomijając te kilka godzin, kiedy dzielnie pakowałam swoją walizkę. 23kg to naprawdę niewiele, ale po odłożeniu paru rzeczy, napakowaniu kilku dodatkowych kilogramów do bagażu podręcznego, dałam radę.

W czwartek przed wyjazdem spotkałam się z moją przyjaciółką Yadi. Udałyśmy się do chińskiej restauracji a potem chodziłyśmy trochę po main street w Kalispell. Dzień zakończyłyśmy oglądaniem filmu "The Vow" u nas w domu. Sam film był przecudowny!


W piątek udałam się do szkoły by odebrać moje świadectwo. A zaraz potem - moje ostatnie spotkanie z wymieńcami z innych krajów. Bara, Federica, Merrik (host siostra Federici) i ja, wybrałyśmy się do kina na Madagaskar 3. Sama kinowa wypełniona była dziećmi z pierwszych klas podstawówki, ale mimo wszystko zdecydowałyśmy się obejrzeć film. Potem poszłyśmy jeszcze do Panda Express oraz Cold stone na przepyszne lody.

Sobota była moim ostatnim dniem w USA. Aż nie mogłam w to uwierzyć. Cały dzień jadłam typowo amerykańskie jedzenie, wliczając pancakes na śniadanie, czy hamburgera na obiad. Przed południem pojechałam do poblikieg stajni konnej, gdzie moja rodzinka ma swoje konie. Tam, sześć dni temu urodził się mały konik. Był naprawdę przesłodki.


Po południu moja host rodzina zorganizowała pożegnalnego grilla dla mnie. Przyszło trochę moich znajomych i wspólnie spędzaliśmy moje ostatnie godziny w USA. Moja host rodzinka miała dla mnie niespodziankę. Dostałam tort z napisem "do widzenia i powodzenia" po polsku.



 Do około północy graliśmy w różne gry i wspólnie spędzaliśmy czas. Było to naprawdę świetna impreza pożegnalna. Tego wieczora prawie nie mogłam spać, a to dlatego że rano miałam mój pierwszy  lot do Polski. Przez pół nocy chodziłam po pokoju sprawdzając czy wszystko zapakowałam itp. W końcu rano o 10, wyjechaliśmy na lotnisko. Było ono oddalone tylko o kilka kilometrów, dlatego po 20-minutowej jeździe, byliśmy na miejscu. Zważono mi walizkę i musiałam wyjąc zbędny kilogram i przełożyć trochę do podręcznego, co sprawiło że miałam wrażenie, że ugnę się pod ciężarem mojego plecaka.

Na lotnisko przyszły moje obie host rodzinki, zarówno ta obecna, jak i pierwsza. Pojawiła się też moja koordynatorka. Wszyscy mnie żegnali. Było trochę smutno rozstawać się, ale mimo wszystko byłam podekscytowana by wrócić do domu.

druga host rodzinka
pierwsza host rodzinka


 Sam lot był niesamowicie długi (19-sto godzinna podróż), szczególnie lot z USA do Paryża, który trwał 9.5 godziny. Mimo nudy i starania się wypełnienia czasu na czytaniu i słuchaniu muzyki, nie było wcale tak źle. Nie miałam żadnych problemów i o 15 w poniedziałek wylądowałam w Warszawie. Czekali na mnie moi rodzice oraz siostra. Strasznie się ucieszyłam, że mogłam ich zobaczyć. W moim domu czekali na mnie dziadkowie z niespodziankami i polskim jedzeniem. Nawet nie zdawałam sobie sprawy ile smaków zapomniałam. Szczególnie inny był chleb, mleko, pączki, zupy...W USA było niesamowicie, ale mimo wszystko stęskniłam się za Polską ;)

wtorek, 5 czerwca 2012

Crosstown Craze Senior Party - bawimy się całą noc

W sobotę, dzień po graduation, odbywała się impreza dla wszystkich seniors z obu szkół w Kalispell - Glacier HS i Flatehad HS (do którego uczęszczałam). Całe wydarzenie miało miejsce w miejskim centrum sportów "Summit" z basenem, boiskami, ściankami wspinaczkowymi, kortami tenisowymi itp. oraz było zorganizowane przez rodziców. 

Z początku sceptycznie podchodziłam do całego zamieszania wokół senior party (i nawet nie zamierzałam iść), ale gdy tylko dowiedziałam się co jest planowane, szybko pobiegłam i kupiłam swój bilet. Impreza trwała od 21 do 5 rano. Ja na miejscu spotkałam się z Federicą i Barą, by razem spędzić senior party.



Czekało na nas mnóstwo atrakcji począwszy od laser tag (które opisywałam jakiś czas temu), samochodzików nascar, zapasów sumo w śmiesznych nadmuchanych kostiumach, casino, wiele gier, pyszne jedzenie po losowanie nagród. Można było wygrać ipoda, iphona, komputer, 1500$ w gotówce a nawet samochód. Niestety ja nie miałam szczęścia i wygrałam ... japonki ! Dobre chociaż to ! ;)) Pierwszy raz w życiu grałam w pokera w naszym kasynie i wygrałam dwa razy tyle kuponów do losowania z iloma przyszłam. Byłam z siebie dumna. Podwojona liczba bilecików nie pomogła mi wygrać niczego lepszego, ale mówi się trudno...

Jako jedna z nielicznych odważnych wspięłam się na ściankę wspinaczkową. Było super !!!


Laser Tag

Nascars

Bara

Ja w wielkim kostiumie

Dzielnie walczyłam, niestety przegrałam :(
Spędziłam cudownie całą noc. Było naprawdę niesamowicie ! Po senior party spędziłam noc u koleżanki - Devinne. Po całej zabawie byłyśmy tak zmęczone, że spałyśmy do 13. Mimo wszystko było warto !!

Zostały mi 4 dni w Kalispell. Jestem strasznie zabiegana, ale postaram się napisać jeszcze ostatni raz przed wyjazdem. Jeśli nie uda mi się to do zobaczenia w Polsce !
Do usłyszenia !

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Skończyłam liceum ! - graduation

Ze szczegółami pamiętam mój pierwszy dzień w Flathead High School. 26 sierpnia byłam bardzo podekscytowana, ale również przestraszona. Nie znałam zupełnie nikogo, wszyscy mówili po angielsku tak "strasznie szybko", a ja nie wiedziałam gdzie się podziać. Po prawie 10 miesiącach wszystko się zmieniło. Poznałam mnóstwo niesamowitych ludzi, zbliżyłam się bardzo do kilku osób, kilka tygodni temu poznałam moją 'bratnią duszę' i nową przyjaciółkę - Yadi, nieustannie rozmawiam z całą obsadą mojej sztuki teatralnej i nie tylko. Gdy wszyscy odliczali dni do zakończenia roku szkolnego, ja nie byłam do końca taka szczęśliwa, ponieważ wiedziałam, że będę musiała pożegnać się ze swoimi znajomymi.

Po długim weekendzie, nadszedł wtorek, czyli mój ostatni dzień w amerykańskim liceum. Miałam ostatnie cztery lekcje a potem ... wolne. Wtorek był naprawdę niesamowity. Dowiedziałam się, że zajęłam drugie miejsce w całym liceum w konkursie z trygonometrii, spędziłam prawie trzy godziny na kawie z Barą ... W środę miałam już tylko próbę do graduation. Rano wybrałam się na basen i siłownię (przepłynęłam dwa kilometry, jestem z siebie dumna). Po próbie oczyściłam i oddałam swoją szafkę  i książki oraz odebrałam cap and gown na graduation. Nawet nie wiecie jak dziwnie się wtedy poczułam. W końcu dotarło to do mnie, że mój rok w USA dobiega ku końcowi.

W piątek nadszedł czas na oficjalne zakończenie roku szkolnego dla wszystkich seniors, czyli graduation. Od kiedy obejrzałam film "Legalna Blondynka" albo disneyowski "High School Musical", w mojej głowie  miałam obrazy perfekcyjnego i typowo amerykańskiego zakończenia roku. Gdy w środę wypożyczyłam swoją cap and gown, czyli strój na graduation, poczułam się naprawdę szczęśliwa, że będę miała okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu.

Zakończenie odbywało się w naszej sali gimnastycznej, która jest przeogromna. Było około 3 tysiące ludzi (nie licząc seniors). Zebraliśmy się w szkole na godzinę przed rozpoczęciem. Ustawiliśmy się wszyscy w rzędach jak będziemy wychodzić, każdy miał przydzielone miejsce do siedzenia ze swoim imieniem. W końcu wybiła 19 i przy muzyce granej przez szkolną orkiestrę, wszyscy oficjalnie weszliśmy na salę. Każdy zajął swoje miejsce. Ja siedziałam zaraz obok Federici, więc nie czułam się tak obco. Wysłuchaliśmy kilka naprawdę ciekawych przemówień uczniów a już po chwili, rozpoczęło się rozdawanie high school diplomas. Wyczytywano imiona pojedynczo w kolejności alfabetycznej.


Federica




Gdy wyczytano moje imię poczułam się naprawdę szczęśliwa. Zdałam sobie sprawę, że dokonałam czegoś wielkiego. Pojechałam do Stanów, do amerykańskiego liceum i je skończyłam. Otrzymałam moje zaświadczenie, moje tassle (czyli ta część doczepiona do czapeczki) oficjalnie zmieniło stronę z prawej na lewą, co świadczy o tym, że ukończyłam szkołę. Dumna schodziłam ze sceny.

Szkołę ukończyło ponad 350 uczniów, dlatego trochę czekaliśmy gdy wszystkich wyczytywano. Gdy już przebrnęliśmy przez zaświadczenia, nadszedł czas na zdjęcie czapeczek i rzucenie je w powietrze. Był to mój ulubiony moment !




Nawet nie wiecie jaka jestem szczęśliwa, że ukończyłam amerykańskie liceum. Mój rok był cudownym doświadczeniem. Szkoda, że w Polsce czeka mnie jeszcze nauka w naszym liceum, ale trudno... Doświadczenia z USA (jak na przykład graduation) pozostaną mi w pamięci do końca życia.