wtorek, 8 maja 2012

Whitefish - miasteczko turystyczne niedaleko Kalispell

Nie potrafię uwierzyć, że zostały mi tylko cztery weekendy w Stanach i już w niedzielę 10 czerwca wsiądę w samolot do Polski :) W zeszły weekend w sobotę z moją rodzinką pojechaliśmy do pobliskiego miasteczka Whitefish. Przejeżdżałam tamtędy kilkanascie razy, ponieważ niedaleko znajdują się stoki narciarskie, ale nigdy nie miałam okazji pochodzić ulicami słynnego downtown. 

Whitefish to miasteczko usytułowane zaraz przy górach. Nie mieszka tam dużo ludzi, pewnie około tysiąca albo dwóch, ale latem i podczas przerwy zimowej przyjeżdża dość sporo turystów. W zasadzie nie dziwię się, ponieważ widoki są przepięknę a lokalizacja blisko gór i kilkanascie mil od parku narodowego Glacier jest naprawdę dobra. Z tego co słyszałam to wiele gwiazd, na przykład Johnny Depp ma swój domek letni w Whitefish.

Same ulice miasteczka są zupełnie inne niż w Kalispell. Przede wszystkim odległości są małe i można chodzić na nogach ( w końcu !!). Jest mnóstwo sklepików, małych wystaw itp. Na razie nie ma sezonu turystycznego, ale jeszcze trochę i na pewno będzie :))



 Sklep z zabawkami !



chyba najpopularniejsza zabawka amerykańskich nastolatków- macie je w Polsce, też jest szał ??

szkoda, ze pisane z "X" a nie 'ks' :(


To są chyba jedne z najpopularniejszych amerykańskich butów - TOMS. Dla mnie trochę chore, to większość tych butków kosztuje prawie 200 zł przeliczając z dolarów. Ja jednak zostaję przy conversach :))


Oto napis na jednej ze ścian. Chyba motto Amerykanów - czasem mam takie wrażenie ;))

Po około godzinnym spacerze po Whitefish, pojechaliśmy do mechanika by zmienić olej w jendym z naszych samochodów. Gdy tutaj oddaje się samochód do przeglądu/ naprawy idzie się do poczekalni  i czeka około godzinę aż wszystko będzie gotowe. Poczekalnia to kilka kanap z telewizorem plazmowym, darmowymi napojami, jedzieniem. Można usiąść, wypić kawę,  poczytać książkę i czas zleci szybko ! ;))) 


Pozostała część mojego weekendu to oczywiście Kościół oraz wyjątkowo wizyta u znojomych rodziców. Tym razem temat przyjęcia - meksykańska kuchnia. Ja dzień wcześniej przygotowałam czekoladowy sos do lodów, host mama upiekła kurczaka, a na miejscu czekały na nas burritos, tacos i sałatki oraz mały amerykański akcent - lody czekoladowe z sosem i ciastem brownies. Będzie mi brakowało meksykańskiego jedzenia i amerykańskich deserów :)))
Trzymajcie się :)
Ola :)

2 komentarze:

  1. OJEJ wspaniale ! ;D
    a jak sobie radzisz w szkole ?
    zauwazyłas dużą poprawę z w jezyku ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W szkole radzę sobie super ! Od początku roku szkolnego nie miałam problemów, po prostu musiałam czasem spędzać trochę więcej czasu na uczeniu się niż Amerykanie. Teraz to juz nie czuję różnicy między uczeniem się po polsku i po angielsku.
      Różnica w znajomości angielskiego od początku wymiany jest OGROMNA ! Teraz jest super ! Smiesznie, bo nawet myślę po angielsku i czasem zapominam parę polskich słówek :))

      Usuń