wtorek, 29 maja 2012

Sobota w Bigfork, czyli miasteczko i zawody kajakarstwa górskiego

Nadszedł mój przedostatni weekend w USA. Trwał on aż trzy dni, ponieważ w poniedziałek był Memorial Day. Z tego powodu z moją host rodzinką postanowiliśmy wykorzystać trzydniowy weekend na 100%. Atrakcje rozpoczęły się już w sobotę. Host tata, moi dwa host bracia i ja wybraliśmy się do Bigfork by obejrzeć zawody kajakarskie.

Na miejsce zawodów, czyli rzekę otoczoną przez góry w Bigfork, dotarliśmy trochę za wcześnie. Byliśmy przekonani, że wszystko rozpoczyna się o jedenastej, gdy w rzeczywistości była to czternasta. Z tego powodu mieliśmy prawie trzy godziny czasu wolnego, który trzeba była w jakiś sposób zabić. Postanowiliśmy wrócić szlakiem do samego centrum miasteczka. Nie jest ono duże, ale tak samo jak Whitefish, które opisywałam niedawno, jest bardzo turystycznie nastawione. Główna uliczka to mnóstwo sklepów z obrazami, pamiątkami, a także kilka kawiarni. Oprócz tego znajduje się tam teatr, gdzie głównie latem wystawiane jest mnóstwo sztuk teatralnych.

Razem z Tommym i Tobym jedliśmy lody, które jak wiadomo są o wiele większe niż te polskie. Tak wygląda amerykańska jedna kulka lodów.

ta w środku jest moja i reprezentuje rozmiar przed rozpoczęciem jedzenia
Następnie chodziliśmy po miasteczku. Było dość chłodno, ale przyjemnie.






Kilkanaście minut przed czternastą wróciliśmy na szlak i z powrotem dotarliśmy na miejsce zawodów. Zebrało się dość sporo ludzi, wszyscy stali na jednej wielkiej skale wychylając się, by zobaczyć jak najwięcej.





Po powrocie do domu i obiedzie postanowiliśmy spędzić wieczór wspólnie, całą rodziną. Poprzez demokratyczne głosowanie wybraliśmy jedną z opcji wieczornych atrakcji. Zdecydowaną większością wygrał Fun Zone, czyli miejsce podobne do naszych bajkolandów, tyle że dla trochę starszych dzieci. Spędziliśmy tam pótłorej godziny chodząc pomiędzy laserami jak w filmach akcji, gdy ktoś musi przedostać się na drugi koniec by nie uruchomić alarmu, jeździliśmy samochodzikami oraz gralismy w Laser Tag. Jest to coś podobnego do paintballa, z tym wyjątkiem, że nie używa się kulek, a laserów. Każdy ma na sobie tarczę, która wyłapuje lasery i liczy ile razy kogoś się trafiło, a kiedy samemu umierało się. Było super ! Szkoda, że my nie gramy w to w Polsce.

Reszta weekendu była chyba lepsza niż sama sobota, ale o tym już niedługo ...

6 komentarzy:

  1. Hej, od czego zależy kiedy kto wraca? Ty wracasz dosyć wcześnie, a dziewczyna co jest na Alasce pisała że wraca dopiero za 6 tygodni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od tego na jaki termin wykupisz sobie bilet. To jest decyzja twoja i host rodzinki z którą jesteś :)

      Usuń
    2. A nie chciałaś zostać trochę dłużej?

      Usuń
    3. Gdy teraz patrzę z perspektywy czasu to mogłam zostać dosłownie kilka dni dłużej, żeby na spokojnie dopełnić wszystkie szkolne formalności, ale mój termin wyjazdu nie jest też taki zły, bo mam całe długie wakacje w Polsce :))

      Usuń
  2. taka gra laserowa jest w polsce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajnie :)
      nie wiedzialam o tym :)

      Usuń