poniedziałek, 14 maja 2012

Kościół pod wezwaniem Jana Pawła II, czyli kościoły w Montanie

Małe rzeczy, a jednak cieszą ! Tak podsumowałabym moment gdy dowiedziałam się, że 10km od Kalispell, w miasteczku Bigfork (przy okazji, czy kogoś jeszcze śmieszy ta nazwa: "duży widelec"? Bo Amerykanie nie widzą w tym nic zabawnego), jest kościół katolicki pod wezwaniem Jana Pawła II. Aż nie mogłam uwierzyć, że odkryłam to dopiero pod koniec mojego pobytu ! Gdy tylko znalazła się niedziela podczas której nikt z naszej rodziny nie czytał Pisma na mszy ani nie uczestniczył jako ministrant, wybraliśmy się do Bigfork.

Kościoły w Stanach są troszeczkę inne. Przede wszystkim są one nowsze. Ponadto ma się wrażenie, że wierni są bardziej zżyci, wszyscy się znają, po mszy ksiądz stoi przy drzwiach i żegna każdego, rozmawiając chwilę. Jak możecie się domyślać, liczba parafian jest o wiele mniejsza i w większości przypadków do kościoła trzeba po prostu dojeżdżać samochodem. Z innych różnic, po mszy kościół przygotowuje pączki i brownies oraz sok pomarańczowy dla wiernych. Wszyscy schodzą to innej sali, rozmawiają z ksiądzem i innym rodzinami. Ponadto przy wejściu każdy dostaje śpiewnik z wszystkimi pieśniami. Jeszcze jedno ... zarówno chłopcy jak i dziewczyny są ministrantami.

Kościół w Bigfork jest oczywiście nowy, ale mimo wszystko wcale nie taki duży. Przy wejściu stoi pomnik Jana Pawła II.



Sama msza nie różniła się od tych polskich, po prostu prowadzona jest po angielsku. Gdy tylko po mszy zjadłam swojego pączka, poszłam wpisać się do księgi gości. Byłam pierwszą osobą z Polski :))) Bardzo miło było spędzić jakiś czas przed południem w kościele pod wezwaniem słynnego Polaka.


http://stmatthewskalispell.org/
Moja amerykańska parafia - St. Mathew's





Kościół do którego zwykle chodzę jest troszkę mniejszy i straszy - to znaczy ma może trochę ponad 100 lat. Nie można by porównać tego z niektórymi bazylikami w Polsce, które zbudowane były w średniowieczu.


Oczywiście w USA jest mnóstwo kościołów, nie tylko katolickie. W takim miasteczku jak Kalispell znajdzie się zarówno kościoły protestanckie, katolickie, baptystyczne (czyli te rozśpiewane jak z filmów) ale także wiele innych jak kościół kowbojów itp.

Co do tych katolickich, nie wydaje Wam się dziwnie, że po mszy są pączki a dziewczyny służą jako ministanci? Ja tak miałam na początku, ale w tym momencie do tego przywykłam i nie robi mi to żadnej różnicy.


4 komentarze:

  1. Ja w mojej wiejskiej parafii też miałam przez jakiś czas dziewczynki służące do mszy, ale chyba nie były ona ministrantami, nie miały takich samych szat itd... Wydaję mi się, że takie "zjawisko" może być spowodowane małą liczbą chętnych chłopców do służenia przy mszy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ile zapłaciłaś ogólnie za wyjazd i wszystko?

    OdpowiedzUsuń
  3. W Warszawie są przynajmniej w jednym kościele ministranki - myślałam, że to bielanki czy jakaś inna służba liturgiczna, ale potem rozmawiałam z moją siostrą i mówiła, że jakoś niedawno ta parafia dostała zgodę na to, żeby dziewczynki mogły służyć jako ministranki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe ! ;) Ja słyszałam o tym już kiedyś, że na Śląsku dziewczyny są ministrantkami, ale w moim regionie nigdy się to nie zdarzyło :)

      Usuń