czwartek, 19 kwietnia 2012

Talent show, tennis i spóźniona Wielkanoc

Ostatnio dodałam sporo notek o kulturze w Stanach, szkole i wielu innych ciekawych obserwacjach dotyczących pobytu w USA. Zorientowałam się, że dawno nie pisałam co tak naprawdę dzieje się w moim codziennym życiu. 

Jak wiele z Was mogło wywnioskować z moich poprzednich notek, jestem w szkolnej drużynie tenisa. Mimo że nie gram świetnie to cieszę się, że mogę uczęszczać na treningi i po prostu grać. Treningi odbywają się codziennie po szkole (oprócz czwartków, który jest naszym dniem wolnym). Z tego powodu jestem ostatnio bardzo zabiegana i staram się dzielnie godzić szkołę, tenis, sztukę teatralną, pisanie bloga, występowanie w talent show i parę innych rzeczy, które ostatnio nakładają się na siebie. Myślę, że jak na razie wychodzi mi to dość dobrze :)))

W sobotę odbył się mój pierwszy mecz tenisa. Grałam tylko jeden mecz. Moim partnerem na ten dzień była Deana. Nigdy ze sobą wcześniej nie grałyśmy, więc na początku nie było łatwo się zgrać, ale z każdą kolejną minutą radziłyśmy sobie tylko lepiej. Grałyśmy przeciwko szkole z Missouli (która ma naprawdę świetną drużynę tenisa). Niestety przegrałyśmy, ale było mnóstwo zabawy ! :)))

Niedziela również obfitowała w nowe doświadczenia. To dlatego, że po raz pierwszy (po angielsku) czytałam Pismo Święte na niedzielnej mszy w Kościele. Towarzyszyła mi Lilly - ona przeczytała pierwsze czytanie, ja drugie. Jakiś czas temu zgłosiłam się do czytania w Kościele, ponieważ lubię występować przed dużą grupą ludzi i chciałam doświadczyć czegoś nowego, tym bardziej po angielsku ;)). Gdy nadeszła niedziela byłam trochę zestresowana, że wypowiem jakieś słowo źle albo najzwyczajniej w świecie będę brzmiała dziwnie. Nie było się o co martwić ! Zdarzyła mi się jednak śmieszna wpadka. Podałam proboszczowi odwróconą do góry nogami Biblię a także o mało co zapomniałam kiedy mam wyjść. Na szczęście chyba nikt nie zauważył a samo czytanie poszło jak bułka z masłem. Było super ! Nawet nie domyślacie się jaka byłam zadowolona z siebie, że przeczytałam ten krótki fragment Biblii przed całą parafią w obcym mi kraju i obcym języku ;)

Po południu tego dnia postanowiliśmy całą rodziną świętować Wielkanoc. Niestety nie mogliśmy tego zrobić tydzień wcześniej, ponieważ Lilly, host tata i ja byliśmy w Oregonie. Tym razem zjedliśmy wspólny świąteczny amerykański obiad - szynkę i cheesy potatoes, czyli ziemniaki zapiekane z serem. Deser był jednak polski. Po raz pierwszy w życiu upiekłam babkę drożdżową. Oczywiście nie dorównywała w smaku tej przygotowanej przed babcie na wielkanocnym stole, ale mojej nie można było niczego zarzucić. Do tego otworzyliśmy polski słodycze przesłane już jakiś czas temu przez moją rodzinkę z Polski. Poza babką zajadaliśmy się krówkami, pierniczkami toruńskimi czy grześkami. Moi host bracia - szczególnie Toby był zachwycony krówkami. Po zjedzeniu kilku w krótkim czasie z wielkim uśmiechem na twarzy zapytał mnie: "Ola, a jak ja będę miał urodziny, to wysłałabyś mi krówki z Polski?" ;)) Reszcie rodzinki też wszystko smakowało :))

Polski koszyk z pysznościami

Tommy i ja
Poniedziałek przyniósł koniec słodkiego weekendowego lenistwa i mnóstwo pracy ! Po szkole miałam próbę do talent show (i oczywiście tenis). Dopasowywanie świateł, mikrofonów, śpiewanie etc - mogłabym robić to kilka godzin. W audytorium zebrali się występujący uczniowie. Było nas dość sporo. Wtorek to czas na właściwy występ. Zebraliśmy się za kulisami na pół godziny przed samym show. W samym talent show brało udział pewnie około 25 osób (jeśli nie więcej). Niektórzy występowali w grupach, inni tak jak ja dzielnie stali sami na scenie. Można było oglądać różne talenty - począwszy od śpiewania, tańczenia po stepowanie nauczycielek z naszej szkoły. Całe show prowadziła dwójka moich znajomych - Jake i Jesse. Byli naprawdę śmieszni, zapowiadali każdego po kolei i zabawiali publiczność w momentach nieręcznej ciszy, gdy zmieniano instrumenty czy dopasowywano mikrofony. Ja występowałam jako szósta osoba. Wyszłam na scenę, nie widziałam niczego, a wszystko przez mnóstwo świateł skoncentrowanych tylko na mnie. Powiedziałam parę słów do publiczności i zaczęłam śpiewać jedną z moim oryginalnych piosenek o tytule "Out of your sight". Na scenie czułam się idealnie i smutno mi było kończyć. Gdy usłyszałam falę oklasków z kierunku publiczności pomyślałam - 'warto było!'. Potem oglądałam już występy innych licealistów. Niektórzy byli naprawdę świetni !

 We wtorek w szkole na korytarzach zahaczało mnie mnóstwo osób z gratulacjami występu. Sprawiło to, że mój dzień stał się jednym z najlepszych w ostatnim czasie. Po lekcjach miałam dwugodzinną próbę do sztuki teatralnej, którą prezentujemy w maju ! ;))


Widok z ogrodu, wiosennie

Twinkie, nasz kucyk
Jak widzicie, mój codzienny plan jest bardzo napięty i nie ma dnia, w którym wracałabym do domu od razu po szkole. Mimo wszystko jestem strasznie szczęśliwa. Zawszę znajdę też chwilkę, żeby do Was napisać, nawet jeśli ma to oznaczać ominięcie nowego odcinka Plotkary w telewizji. ;))

10 komentarzy:

  1. Hej..Oleńko nie daleko pada jabłko od jabłoni....dołaczyłas do grona rodzinnych wystepów i przemówień (dziadek ,tata)..Gorące buziaki Gosia z Martynką PS.ładny mejkap na zdjęciach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulujemy!!!babcia Ewa i dziadek Jurek...całujemy mocno:):)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super post :)
    Dołączam się do prośby spod starszej notki o tej supermarketowej notce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Supermarketowa może być ciekawa :P To ja też się dołączam do prośby :D

    I jedno pytanko: czy oni traktują poważnie sport czy jako zabawę bardziej? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do sportu to wszystko zalezy glownie od poziomu grupy, w ktorej sie jest. Ta najlepsza ma ostre treningi. Ja jestem w JV czyli slabszej i mimo ze tez trenujemy duzo, to nic sie nie stanie jak ominiesz trening. W tej grupie to takie polaczenie zabawy i powaznego sportu :))

      Usuń
  5. Dzięki za odp. :) a tak przy okazji, czytałam daaawno na gronie, że codziennie śpiewają hymn? Czy coś pomyliłam? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie śpiewają hymnu codziennie. U mnie w szkole w każdy poniedziałek na początku dnia jest przysięga w klasach. Nazywa się to "Pledge of alliegance" :)

      Usuń
  6. A ja chce notkę o amerykańskich nastolatkach *prosi* ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już taką dodałam wcześniej:
      http://hellofrommontana.blogspot.com/2012/04/amerykanskie-nastolatki-ubrania-i-tym.html

      Usuń
  7. Aaaa, to mogło być to. Dzięki :D

    OdpowiedzUsuń