sobota, 24 marca 2012

Zwyczajny dzień z życia w USA

W komentarzu pod moja ostatnia notka przeczytałam propozycje, bym opisała mój najzwyklejszy dzień. Pomysł strasznie mi się spodobał i biorąc pod uwagę to ze w sobotę rozpoczęła się tygodniowa przerwa wiosenna, postanowiłam opisać mój piątek - 23 marca. :)

Piosenka "You belong with me" budzi mnie codziennie dokładnie o 6.30. Jednak będąc szczera to zwykle kilkakrotnie naciskam przycisk "drzemka" i staram się cieszyć każda minuta pod kołdrą aż do 7.00, kiedy tak naprawdę wstaje.

Kilka minut szykowania się, wybierania rzeczy i pakowania stroju na tennis i około 7.20 jestem w kuchni by przyszykować sobie śniadanie. Wszyscy są w strasznym biegu, wiec najczęściej jem płatki z mlekiem albo owsiankę. Jako jedyna w całym domu jem płatki z ciepłym mlekiem, co nadal dziwi moja rodzinkę. Kilka łyków herbaty i zabieram się za przygotowywanie swojego lunchu do szkoły. To co pakuje opisałam w ostatniej notce. Zabieram szkolna torbę, moje potrzebne segregatory, strój do tenisa i rakietę i około 7.50 jestem w samochodzie.

Do szkoły jeżdżę z moimi host siostrami - prowadzi ta starsza - Lilly. Dojazd zajmuje nam tylko kilka minut, wiec około 8 jesteśmy już w liceum. Moja pierwsza lekcja to francuski. Język podoba mi się strasznie, ale amerykański system uczenia nie do końca. Wszystkiego uczymy się bardzo wolno, grając w gry by utrwalić słówka. Czasami ma się wrażenie, że jest się w przedszkolu. Dzisiejsza produktywna lekcja to ... lepienie bałwana. W nocy spadło dość dużo śniegu, znowu jest zimno i można tylko marzyć o wiośnie.




bałwan mój i Siri

cała klasa French 1



Kolejne lekcje mijają szybko, aktorstwo, biologia, gitara jeszcze tylko test z algebry i lunch.  Sprawdzian niestety przedłużył się i mój lunch był krótszy, więc zdążyłam zjeść tylko banana i pogadać z paroma osobami.Po lunchu jeszcze tylko dwie lekcje i mam upragniony weekend. Od razu po dzwonku idę do sali muzycznej by zabrać swoją gitarę, mały przystanek przy szafce by zabrać książki i byłam gotowa na powrót do domu. Na szczęście rozpogodziło się po szkole, więc trening tenisa był o 17 na dworze. To, że nie zjadłam drugiego śniadania sprawiło, że przed tenisem zjadłam jogurt, by nie umrzeć z głodu.

Na samym treningu nie szło mi dobrze. Warunki pogodowe nie sprzyjały, bo zaczął padać śnieg a później deszcz, poza tym ochłodziło się. Po półtora godzinnej grze, wybrałyśmy się do kina, by obejrzeć film "October Baby". Niestety mimo, że miałyśmy darmowe przepustki, to nie było miejsc. Salę wypełniali oczekujący na premierę filmu "Hunger Games" (na który poszłam dzisiaj z Hetą - jestem fanką tego filmu i od jutra zaczynam czytać książki - już chcę wiedzieć co się wydarzy dalej). 

Wróciłyśmy do domu i oglądałyśmy telewizję, ja grałam na gitarze. Normalnie około 19 zabrałabym się do lekcji,a le my mamy przerwę wiosenną więc nie musiałam. 

Tak wyglądał mój najzwyklejszy amerykański dzień - nic szczególnego. W następnej notce opiszę o moim zakwalifikowaniu się do konkursu szkolnych talentów oraz dzisiejszych przesłuchaniach do konkursu Texaco Coutry Showdown - o wiele poważniejszego konkursu w Kalispell. Jutro rano wyjeżdżam z rodzinką do Oregon nad ocean na nasze wiosenne wakacje. Wracam w czwartek wieczorem z nowymi wrażeniami, zdjęciami, a co za tym idzie notkami :) 
Trzymajcie się,
miłego tygodnia !!

8 komentarzy:

  1. Ja też byłam wczoraj w kinie na ,,Hunger games" - ,,igrzyska śmierci" (trochę wolne tłumaczenie, ale jest ok) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. super :)
    czekamy na notki ;DD.
    PS. u nas zmienił się już czas, przestwialiśmy zegarki a jak u cb ?

    OdpowiedzUsuń
  3. jak długo się uczysz żeby mieć tak dobre oceny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od przedmiotów jakie wybierzesz. Podstawowa zasada w Stanach to odrabianie prac domowych. Jeśli powtarzasz trochę przed sprawdzianami to ma się świetne oceny. Ja najczęściej uczę się 1-1.5h po szkole, czasem nawet mniej, czasem więcej, naprawdę zależy :)

      Usuń
  4. A jakie masz plany po powrocie do Polski, idziesz do klasy drugiej czy powtarzasz pierwszą(bo jakieś tam straty będziesz miała)??
    A jak dobrze znałaś angielski, że mogłaś tam pojechać? FCE czy wyżej??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym momencie trochę się zastanawiam nad powrotem do Polski. Dokładnej decyzji jeszcze nie podjęłam co do klasy. Utrudnia mi nowa podstawa programowa - ta zmiana organizacji liceów. Z tego powodu prawdopodobnie pójdę do 2 klasy i będę nadrabiać zaległości. Zobaczymy ...
      Mój angielski przed wyjazdem to coś koło poziomu FCE, ale samego egzaminu nie zdawałam. Byłam w trakcie kursu przygotowawczego kiedy wyjechałam ;)

      Usuń
  5. a co trzeba zrobić by móc wyjechać?? trzeba to załatwiać przez internet, jest jakaś strona na której trzeba się zapisać jak się jest chętnym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zeby wyjechac trzeba skontaktowac sie z organizacja, ktora organizuje takie wymiany. Jest wiele opcji, najlatwiej w Polsce skontaktowac sie z np. Almaturem lub tez bezposrednio z fundacja, jak na przyklad moja - Word Experience. Polecam poszukac informacji w internecie: rok szkolny w usa i przyczytac watek na gronie : www.grono.net/rokwusa :)
      Dla mnie bylo to glowne zrodlo informacji :)

      Usuń