niedziela, 18 marca 2012

Prom w St. Patricks Day

W zeszłym tygodniu rozpoczął się sezon tenisowy. Od poniedziałku normalne treningi trwają 1,5 godziny i odbywają się codziennie po szkole. Moje dni zaczęły kręcić się wokół kortów tenisowych. Mimo tego, że ostatni raz grałam jako dziesięciolatek, to zaczynam sobie wszystko przypominać. Jestem w Junior Varsity, czyli nie w głównej reprezentacji szkoły, tylko słabszej grupie. Mimo wszystko jest cudownie ! Znam wiele osób w mojej grupie, a same treningi są przyjemne (mimo że nie takie łatwe). Gdy pada deszcz jesteśmy w sali i ćwiczymy kondycję, czyli biegamy, robimy pompki, brzuszki, podskoki w kółko bez przerwy przez prawie godzinę.

Ważniejszym wydarzeniem był prom, który odbył się wczoraj. Flathead High School organizowało prom, czyli coś jak nasza studniówka w St. Patrick's Day, czyli 17 marca. Nie było to takie wielkie wydarzenie jak jest zwykle, ponieważ dokładnie 3 tygodnie temu mieliśmy winter formal. Niefortunnie złożyło się, ze oba wydarzenia były tak blisko siebie.

Szczerze mówiąc to nie przeżywałam promu tak bardzo. Miałam przygotowaną krótką sukienkę, ale na sam bal poszłam w innej, pożyczonej od host siostry Federici. To właśnie u niej szykowałyśmy się na prom. Miałam na sobie śliczną, długą sukienkę. Nigdy nie byłam przekonana do tego stylu, ale teraz jestem fanką i mam ochotę nosić tylko długie sukienki by czuć się jak księżniczka.

Ja, Federica, Heta




Po przyszykowaniu się, zgodnie z amerykańską tradycją poszłyśmy do restauracji by zjeść obiad. W związku z hucznie obchodzonym St. Patrick's Day wszędzie było głośno i pełno ludzi. Już wtedy świetnie się bawiłyśmy, a sam prom nawet się nie rozpoczął.





Po obiedzie przed samym balem zamówiłyśmy jeszcze ogromne ciepłe ciastko z kawałkami czekolady i lodami - najlepsze na koniec :)) Potem już udałyśmy się na prom.

Po przekroczeniu progu szkoły i wejściu do głównej sali, byłam bardzo zaskoczona. Poprzednie bale były nijakie pod względem dekoracji, jednak tym razem było cudownie. W związku z tematem "Come sail away with me", czyli "Odpłyń ze mną", wszędzie wokół nas był kolor niebieski, z boku postawiono scenę statek,  a przed oczami migały światełka. Sufit był przystrojony białym materiałem, na którym odbijały się światła. 

Sama zabawa rozpoczęła się o 21, ale wszystko rozkręciło się po 22. Przyzwyczaiłam się już, że ich tańce, są bardziej jak dyskoteka a nie nasze bale, dlatego tym razem pod tym względem nic mnie już nie zaskoczyło. O 23 ukoronowano króla i królową balu, którą zostali Tess i George - seniorzy, których nie znam. Jeszcze godzinna zabawa i o północy było już po wszystkim. Kolejne ważne amerykańskie wydarzenie za mną. Mój prom był zdecydowanie udany :)) !!

7 komentarzy:

  1. OLA!! CUDOWNIE WYGLĄDASZ W TEJ SUKIENCE!!!PO PROSTU BOSKO!!!A jakie masz długie włosy ,juz niemogę się doczekac kiedy Cie wysciskam....3maj się GORĄCE BUZIAKI

    OdpowiedzUsuń
  2. Ola zapomniałam dopisać:całusy od babci Ewy,dziadka Jurka ,Niunia i mnie!!!PATRZYMY JUŻ W KALENDARZ ODLICZAJĄC DNI>>>>

    OdpowiedzUsuń
  3. szkoda, że u nas nie ma czegoś takiego ;-)
    Jak możesz napisz jak wygląda twój przeciętny dzień: o której wstajesz, jak długo po lekcjach jesteś w szkole, jak długo odrabiasz prace domowe itp.
    Acha, jeszcze jedno pytanie: przez jakie biuro wyjechałaś i ile Cię to kosztowało?
    wszystkiego naj.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super pomysl z tym opisaniem dnia, postaram sie cos dodac bardzo niedlugo :))
      Jechalam z organizacja World Experience (dosc mala). Kosztuje to okolo 5 tys dolarow + lot, wiza, Sevis etc :)

      Usuń