środa, 7 marca 2012

Od razu lepiej, gdy na dworze świeci słońce

Nadal nie mogę uwierzyć, że mamy już marzec. Patrzę przez okno i w końcu widzę świecące słońce. Nie przeszkadza mi, że temperatury nadal koło pięciu stopniu, w powietrzu czuć już wiosnę.

W czwartek po szkole wybrałam się z Lilly na szkolny musical - Godspell. Byłam dość pozytywnie zaskoczona wykonaniem i umiejętnościami osób, z którymi mijam się codziennie na korytarzach. Całe przedstawienie trwało prawie dwie godziny. Siedziałyśmy w pierwszym rzędzie i gdy na sam koniec puszczano bańki mydlaneze specjalnej maszyny, wszystko leciało na nas - spełnienie marzeń z dzieciństwa :)

W piątek po szkole odebrała mnie koordynatorka, ponieważ odbywało się spotkanie wszystkich wymieńców z okolicy. Wszyscy wspólnie jeździliśmy na nartach/snowboardzie, zjedliśmy obiad i deser. Było naprawdę przyjemnie. Ja jeździłam głównie z Federiką i jej siostrą - Merrik.


Cała grupa, wymieńcy i rodziny :)
Z soboty na niedzielę udałam się na urodziny koleżanki - Mackenzie.Graliśmy w flashlight tag, czyli połączenie podchodów z berkiem wieczorem, gdy było już ciemno. Oglądałyśmy filmy, wszystkie rozmawiałyśmy. Wszystko skończyło się rano.

Jedną z wielu ciekawych rzeczy, które robiliśmy na biologii to sekcja małych świnek. Zajęło nam to trzy dni. Krojenie, wyjmowanie organów były interesujące. Zupełnie inaczej niż uczenie się z podręcznika, w Polsce też powinniśmy robić takie doświadczenia.

Ja pracowałam z Brianą. Nazwałyśmy naszą świnkę "Świnka" - po polsku. Żadna świnka nie była zabita dla eksperymentów, dostaje się te, które same zmarły. Podczas sekcji w innych klasach kilka osób zemdlało, raz musiała przyjechać karetka. U nas jedna dziewczyna zemdlała na chwilę, ale poza tym nic złego się nie wydarzyło. 

Moim zdaniem doświadczenie były ŚWIETNE !



We wtorek wszyscy Juniors, czyli uczniowie 11 klasy nie mieli zajęć. Wybraliśmy się do pobliskiego collegu. Mieliśmy tam zajęcia i prezentacje. Jakiś miesiąc temu trzeba było zapisać się do trzech grup, z czego zostanie się przydzielonym do jednej z nich. Mi przypadło "Professional Health and Science" z czego niesamowicie się ucieszyłam.

Pierwsza klasa, jaką odwiedziliśmy to Chemia. Profesor przedstawia się. Gdy tylko usłyszałam jego imię (Mariusz) stwierdziłam, że coś jest nie tak i musi być z Europy, na pewno nie z Ameryki. Potem powiedział, że jest z Polski i przeprowadził się zaraz po studiach. Była to pierwsza osoba z Polski, która miałam okazję poznać w Kalispell. Po wykładzie rozmawiałam z nim chwilę, na początku po angielsku, ale po chwili już po Polsku. Aż dziwnie rozmawiało mi się w ojczystym języku z kimś kto stoi przede mną a nie po drugiej stronie ekranu komputera. Sama byłam zaskoczona, bo na końcu języka miałam angielskie słówka i moje zdania nie były wcale takie idealnie poprawne. Zobaczymy co będzie jak wrócę z czerwcu :)

Mimo wszystko świetnie było poznać kogoś z Polski ( w końcu), tym bardziej, że profesor pochodzi z Gniezna, więc już w ogóle niedaleko mojego miasta. Sama prezentacja była cudowna. Rozkładaliśmy trawę na różne czynniki, sprawdzaliśmy wpływ światła UV na fluorescencyjny roztwór. 

Podczas biologicznej części, mieliśmy okazję pobrać DNA z truskawki. Zarówno Bara jak i ja, cały czas rozlewałyśmy roztwór z DNA i nie wychodziło nam to, ale po chwili wspólnie poradziłyśmy sobie z zadaniem. Ostatnia klasa to Forensics, czyli nauka połączona z kryminalnym aspektem. Musieliśmy rozstrzygać kto zabił manekin. Pobieraliśmy odciski palców, pracowaliśmy nad śladami krwi. Całe doświadczenie było naprawdę bardzo interesujące. :))

Wracam do uczenia się biologii, bo już jutro mamy test podsumowujący wszystko od listopada. W poniedziałek rozpoczyna się tenis, jestem strasznie podekscytowana i nie mogę się doczekać !

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet ! Amerykanie nie obchodzą tego święta, niestety ...
Trzymajcie się ! ;))

2 komentarze:

  1. Wszystkiego Najlepszego z Okazji DNIA KOBIET!!Dużo zdrówka,uśmiechu i spełnienia marzeń.Dziadek JUREK..gorące buziaki

    OdpowiedzUsuń