środa, 1 lutego 2012

Pierwszy tydzień w nowej rodzinie

Ostatnio nie mam czasu dosłownie na nic. Po zmianie rodziny, jakby odżyłam. Po długo ciągnących się weekendach, teraz, w nowej rodzinie w domu jestem bardzo mało. Tak jak pisałam, przeprowadziłam się w zeszły poniedziałek. Wszystko było nowe, nie mogłam odnaleźć się w domu, ale jak się okazało to tylko pierwszy dzień. Później wszystko było już idealne. 

Od wtorku chodzimy już do szkoły i mamy nowy semestr. Moje nowe klasy okazały się naprawdę świetne. Na aktorstwie i kompozycji jest zawsze mnóstwo śmiechu. Niedługo przygotowujemy monologi ;) Na gitarze, jest naprawdę super ! Jestem na wyższym poziomie, więc teraz trzeba się naprawdę skupić i ćwiczyć. Pierwszy raz od bardzo dawna (nawet nie wiem, czy nie paru miesięcy), bolą mnie palce od grania nowych utworów. Ćwiczymy zapisywanie wszystkiego nutami i gramy różne nowe riffy, coraz mniej tylko piosenki, co niestety jest wymagające.

W nowej rodzinie jest naprawdę świetnie. W sobotę przyszli do nas goście, czyli znajomi moich host rodziców i ich dzieci (w naszym wieku, czyli high school). Oglądaliśmy razem serial "Psych" i graliśmy na różnych instrumentach, bo każdy z nich umiał na minimum jednym, a wielu gra w orkiestrze szkolnej. W niedzielę wybrałam się do kościoła po raz pierwszy od przyjazdu do Stanów. Msza rozpoczynała się o jedenastej. W zasadzie wszystko wyglądało identycznie, bo to tez wyznanie rzymsko-katolickie, po prostu cała liturgia była przetłumaczona na angielski. Mimo wszystko, ja w głowie cały czas mówiłam sobie wszystko po polsku, kiedy pozostałą część kościoła odpowiadała po angielsku. Po mszy rozmawialiśmy z proboszczem, który jest z Chicago, czyli obecność Polaków to nic nowego :) 

Wieczorem wybrałam się z moimi host siostrami Lilly i Elizą na spotkanie youth church gropu. Jak wiadomo, w Stanach nie ma religii w szkołach, więc uczy się tego w niedzielę po kościele. Grupa licealna rozpoczyna zajęcia o 19. Mogłoby się wydawać, że będzie nudno, ale naprawdę podobało mi się. Graliśmy w różne gry, potem jedliśmy różne przekąski, chwilę rozmawialiśmy i rozeszliśmy się. W niczym nie przypominało to naszej religii z kartkówkami i uczeniem się ksiag Starego testamentu po kolei by tylko dostać ocenę.

Weekend minął bardzo szybko. Nawet nie miałam czasu napisać notkę o tym na blogu, a już w poniedziałek czekała mnie szkoła. Nic się nie zmieniło, chyba oprócz matematyki. Naszej nauczycielki nie ma drugi tydzień i mamy zastępstwo. Rozpoczęliśmy nowy dział, czyli logarytmy. Niestety nauczyciel wymaga byśmy wszystko umieli i robimy tylko zadania. Śmiesznie jest rozglądać się po klasie i widzieć, że nie jest się jedyną osobą, która nie za bardzo wie co robić. Zdarzyło mi się to chyba pierwszy raz na matematyce w USA. Wszyscy czekają już na powrót naszej nauczycielki, bo teraz nawet gdy chcemy iść do toalety, mamy tylko pięć minut i nauczyciel mierzy czas stoperem ! To akurat jest trochę śmieszne. :)

We wtorek odbył się kolejny obiad z wszystkimi wymieńcami. Przyszła też ze mną Lilly a z Barą jej host siostra Page. Upiekliśmy razem tort czekoladowy, zrobiliśmy sałatkę i ryż z kurczakiem po grecku. Graliśmy jeszcze w ping-ponga. Było naprawdę dużo śmiechu. Niestety zapomniałam aparatu, więc nie mam zdjeć :(

Po obiedzie wybrałam się na koncert szkolnej orkiestry. Byłam naprawdę pod dużym wrażeniem tego, jak licealiści potrafią grać razem. Poza tym szkoła, szkoła i szkoła. Nie zapowiada się bym miała więcej czasu, bo już jutro mecz koszykówki pomiędzy dwoma liceami w Kalispell czyli Flathead i Glacier.

GO FLATHEAD ! :)

PS Nie zgrałam żadnych zdjęć, chociaż i tak mam ich niewiele. Mimo wszystko pomyślałam, że w pośpiechu napiszę notkę :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz