środa, 29 lutego 2012

Ceremonia najlepszych uczniów

Korzystając z wolnej chwili, braku prac domowych i nowego odcinka Plotkary, który niestety przegapiłam w poniedziałek, postanowiłam zamieścić nową, krótką notkę. Od ostatniego postu u mnie nie wydarzyło się dużo, ale jest kilka rzeczy które z chęcią opiszę. 

We wtorek po szkole wybrałam się na spotkanie organizacyjne drużyny tenisowej. Przyszło bardzo dużo osób, ale jak słyszałam wiele rezygnuje w trakcie. Postanowiłam zapisać się. Treningi rozpoczynają się 12 marca, czyli już za 2 tygodnie. Jestem strasznie podekscytowana i nie mogę się już poczekać. Aż dziwnie mówić, ale brakuje mi chociażby szkolnego w-fu, czy popołudniowych przejażdżek na rowerze. Zastąpiłam to bieganiem na bieżni, ale czasami wieczorami nie mam ochoty biegać w czterech ścianach. Tenis to o wiele lepsza perspektywa.

Dzisiaj odbyła się ceremonia nagrodzenia najlepszych uczniów. Wyróżniono wszystkich, którzy mieli same oceny A w pierwszym semestrze. Ponadto prezentowano najlepszych seniorów (z programu międzynarodowej matury). W przerwie występował szkolny chór, który jest naprawdę dobry, bardzo miło się słuchało.

Wyróżnieni uczniowie otrzymywali literki F, czyli literki, które uczniowie mają przyszyte na szkolnych bluzach. Ja również dostałam swoją ;)






Tak właśnie spędziłam popołudnie "leap day", czyli 29 lutego.
Jak Wam minął ten 'wyjątkowy' ( w końcu jeden na cztery lata) dzień ? ;)
Do usłyszenia! ;)

poniedziałek, 27 lutego 2012

Spirit Week i Winter Formal

Od środy rozpoczął się trzydniowy spirit week w szkole. Polegało to na tym, że każdy dzień miał swój własny temat. Większość szkoły przebierała się zgodnie z narzuconym tematem. Wygląda to tak samo jak podczas homecoming week na początku roku szkolnego. Gdy tylko usłyszałam, że jest kolejny spirit week, od razu postanowiłam wziąć w tym udział i pokazać 'ducha szkoły'.

Środowy temat to "Nerdy Wednesday", czyli jednym słowem "środa kujonów". Większość szkoły chodziła w okularach nerdach, koszulkach polo, wszystkim co mogło kojarzyć się z kujonem. Tego samego dnia rozpoczął się post. Z okazji Środy Popielcowej po południu wybraliśmy się kościoła na mszę. Nie zdążyłam rano zrobić zdjęć mojego stroju, dlatego gdy robiłam je wieczorem - na czole mam krzyż z kościoła :)



Czwartek to koszulki ulubionych drużyn footballowych - "Jersey Thursday". Wpadłam na pomysł, że najfajniej jak ubiorę koszulkę, którą zrobiła mi Bara podczas Homecoming Week. 


Śmieszne było, gdy wiele osób pytało się co znaczy słowo "Leki" nie zdając sobie sprawy, że to moje nazwisko. 

Piątek to "black out", czyli ubieramy się na czarno od stóp do głów. Tego samego dnia odbył się Crosstown, czyli mecz koszykówki pomiędzy dwoma liceami w Kalispell - Flathead i Glacier. Poszłam zobaczyć tylko część, ponieważ nie było wcale tak interesująco, nasi przegrywali od samego początku. Skończyliśmy z około 25 punktami mniej :(

Całe te przebieranie i mecz oznaczało, że zbliża się coś większego - WINTER FORMAL. Jest to zabawa, bal, dyskoteka (ciężko znaleźć odpowiednie polskie słowo) takie jak homecoimg dance. W sobotę do naszego domu przyszły koleżanki mojej młodszej host siostry Elizy, a do mnie Heta, żeby razem się szykować, zjeść obiad i iść na winter formal. 

Sam taniec nie był rewelacyjny. Muzyka nie była dobrana najlepiej, było trochę country, do czego nie za bardzo dało się tańczyć. Mimo wszystko nie żałuję że poszłam chociażby dla samego szykowania się. :))

Heta i ja :)

Wszystkie dziewczyny, które były wtedy u nas w domu


Lilly (nie chciała iść z nami), Eliza i ja - host siostry


Wróciłyśmy około północy. Heta została u mnie na noc. Oglądałyśmy kilka odcinków serialu "Psych", który polecam naprawdę każdemu ! Niestety rano musiałyśmy wstać do kościoła na mszę. Późniejsza część dnia to oczywiście oglądanie ceremoni rozdania Oscarów. Niestety nie obejrzałam całości, bo miałam spotkanie youth group w kościele, ale załapałam się na najlepsze momenty. Cała transmisja trwała chyba 5 godzin ;)

Od wczoraj znowu szkoła i zapowiada się dużo sprawdzianów z biologii, między innymi test podsumowujący wszystko od listopada. Wybaczcie jeśli nie będę zaglądać tu tak często, ale postaram się nadal pisać około raz na tydzień. Poza tym jutro mam spotkanie organizacyjne dotyczące grania w szkolnej drużynie tenisa. Zastanawiam się nad byciem w tej drużynie wiosną, zobaczymy co z tego wyjdzie :)) (ostatni raz grałam gdy miałam chyba 11 lat, czyli dawno temu).

Jutro w szkole również dość ważny dzień dla mnie, ponieważ jest ceremonia dla najlepszych uczniów i uwaga, uwaga ... zostałam zaproszona ! Strasznie się ucieszyłam, gdy otrzymałam zaproszenie ! Jest to wyróżnienie, tym bardziej, że byłam w tej szkole tylko jeden semestr. Zdam relację jak było !

Trzymajcie się, 
pozdrowienia z Montany ! ;))

środa, 22 lutego 2012

Śnieg za oknami, polskie pierogi na obiad - trzydniowy weekend

Zaraz po tym jak w sobotę wstawiłam post na bloga pojechaliśmy do Glacier Parku by zobaczyć go zimą. Wcześniej byłam tam tylko raz, w mój drugi dzień w Stanach. Nadal pamiętam ten zapach lata, upalne powietrze wokół, oszołomienie tym wszystkim co jest nowe i strach w oczach, bo jestem sama za oceanem. Wtedy te wszystkie emocje były skupione we mnie, z jednej strony byłam prze szczęśliwa, a z drugiej zmęczona kilkunastogodzinną podróżą. Pamiętam lody o smaku huckleberry, dochodzenie, co to właściwie znaczy i mój szok, gdy zobaczyłam wielkość małej gałki lodów. To wszystko już za mną, mimo że pamiętam to jakby było wczoraj.Spoglądam na kalendarz ... zostały mi tylko niecałe cztery miesiące w Stanach. Kto by pomyślał, że czas leci tak szybko.




Toby ubrany zdecydowanie odpowiednio do pogody



Glacier Park zimą wygląda równie pięknie. Wszystko pokryte śniegiem i bez nieprzemakalnych butów nawet nie ma co jechać. Widać twarze przechodzących ludzi i czerwonymi od mrozu nosami, robiąc zdjęcia.

Nie byliśmy tam długo, może godzinkę. Na obiad ugotowaliśmy chińskie jedzenie i aż wstyd przyznać, ale pierwszy raz w życiu jadłam używając pałeczek. Na początku nic mi nie wychodziło i chciałam chwycić widelec i poddać się, zastanawiając się jak można tym w ogóle jeść. Na szczęście jestem trochę uparta i postanowiłam opanować tę sztukę. Po kilkunastu minutach mozolnego ćwiczenia i pomocy host braci, byłam już mistrzem jedzenia pałeczkami (może nie do końca, ale nauczyłam się ).

W niedzielę jak zwykle pojechaliśmy do Kościoła a potem na STOK NARCIARSKI. Wybraliśmy się w inne miejsce niż ja zwykle jeździła - Blacktail. Było mnóstwo śniegu. Na początku bałam się, że nie dorównam rodzince, nie poradzę sobie tak dobrze na desce, ale nie było się o co martwić. Śmigaliśmy na stoku wspólnie !

Poniedziałek był wolnym dniem od szkoły. Byłam w domu razem z host braćmi, a około 15 wróciły z Seattle - host mama Heidi i Lilly. Wcześniej tego dnia razem z chłopakami kręciliśmy - "teledysk". Było śmiesznie, jednak chyba nic z tego nie wyszło. Najlepsze było ogladanie naszych wpadek, na przykład gdy Tommy potknął się i upadł podczas kręcenia albo ja nie trafiłam w odpowiedni dźwięk i brzmiałam jakbym totalnie nie umiała śpiewać. Niedługo później zaczęliśmy robić pierogi. Dla chłopaków największą frajdą było ich klejenie. Strasznie się ucieszyłam, bo wszystkie szybko zniknęły ze stołu i musieliśmy dorobić więcej. 


Zgrałam z aparatu Tommiego zdjęcie zrobione w dniu mojej przeprowadzki do nowej rodziny

Nie mam jeszcze zdjęć z host siostrami, bo obie były strasznie zajęte ostatnio. Lilly podróżowała w związku z przyszłorocznym wyborem collegu, a Liza zdawała na prawo jazdy (oni muszą mieć tylko 15 lat tutaj w Montanie). Nie martwcie się, będzie okazja do zdjęć, bo w sobotę jest winter formal, czyli taniec/bal, a od dzisiaj trwa Spirit Week, czyli przebieranie się do szkoły. To wszystko opiszę w następnym poście,
Do usłyszenia !

sobota, 18 lutego 2012

Walentynki i zbliżające się Mardi Gras, czy li jestem królową na francuskim !

Walentynki czuć było w powietrzu już od jakiegoś czasu. Wszędzie powywieszane czerwone serduszka i szkolne plotki, kto gdzie z kim idzie. Można było się pośmiać :) W zasadzie moje Walentynki nie były w żaden sposób szczególne. Byłam w szkole, zjadłam mnóstwo czekoladek, bo na każdej lekcji mieliśmy przekąski, a po szkole uczyłam się chyba cztery godziny na test z biologii. Później biegałam godzinę na bieżni, bo dotarło do mnie, że walentynki to zdecydowanie za dużo cukru i czekolady.


Lunch :)

W środę mieliśmy skrócony dzień. Lekcje tylko do 1.25, więc po szkole mój host brat Tommy, jego znajomi ze szkoły, ja i parę innych osób wybraliśmy się na lodowisko. Dotarło do mnie, że nie jeździłam na łyżwach chyba prawie rok. Wypożyczyłam hokejówki, bo figurówki miały dodatkowy ząbek, do którego nie jestem przyzwyczajona. Śmiesznie było zaczynać pierwszy raz w hokejówkach. Jeździło się zupełnie inaczej, ale już po kilkunastu minutach przyzwyczaiłam się do innego hamowania :) Jeździliśmy do 3.30 :) Było SUPER !



Tego samego dnia na obiad zrobiłam polskie naleśniki. Tommy i Toby byli zachwyceni i dlatego jedliśmy naleśniki dwa dni pod rząd. Teraz zapytali, czy mogę ugotować coś polskiego. Tak w zasadzie to nie wiem co zrobić, muszę coś wykombinować :)) Kuchnia polska jest skomplikowana :)

W szkole wszystko bez zmian. Na aktorstwie wczoraj prezentowaliśmy monolog Szekspira. Już myślałam, że będę miała czas do wtorku na przygotowanie, bo zostało 5 minut lekcji, a wtedy karteczka z moim imieniem została wylosowana. Poszło mi dobrze :) Na szczęście nie pomyłam tekstu, a łatwo byłoby, bo monolog z "Juliusza Cezara" to jednak wyzwanie.

Z okazji zbliżającego się Mardi Gras, czyli tłustego wtorku (nasz tłusty czwartek lepszy, szkoda, że mój był bez pączków - szczególnie tych "od Wąsiewicza" z Ostrowa haha), co piątek jemy ciasteczka. W jednym jest ukryta fasolka i kto ją znajdzie jest królem/królową. Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam, gdy znalazłam 'bean". Byłam królową na francuskim i miałam koronę. Z tego powodu graliśmy tego dnia w gry !

Jedyne zdjęcie, zamknęłam oczy :((

francuski  mój stolik


Jeszcze parę zdjęć:

przed szkołą


Aktorstwo

Heta ! :)



Wczoraj byłam z host braćmi w kinie na filmie "Hugo 3D". Film naprawdę świetny, polecam wszystkim. W Stanach trzydniowy weekend ! :) W Polsce ferie, więc jeszcze lepiej ;)
Trzymajcie się,
Ola ;))

czwartek, 9 lutego 2012

Nachos, mecz hokeja i spowiedź po angielsku - nowe nie znaczy złe

Prawie cały kolejny tydzień minął w mgnieniu oka. Już dawno po meczu, weekendzie i prezentowaniu monologów na aktorstwie. Aż dziwnie mi się piszę, gdy muszę sobie przypominać co ja w zasadzie robiłam od tamtego czasu. Czas leci tak szybko, a ja po odrabianiu lekcji najczęściej nawet nie mam czasu otworzyć komputer.

Niestety nasza drużyna koszykówki przegrała z Glacier. Nie miałam okazji oglądać meczu dlatego, że pomagałam przy organizacji całego wydarzenia. Nasza biologiczna klasa pracowała podczas tego meczu, by zmniejszyć koszty wyjazdu do Newport w stanie Oregon (już w kwietniu - nie mogę się doczekać). Moje zadanie to .... uwaga, uwaga ... przygotowywanie nachos i sałatek :) Przyszło mnóstwo ludzi i nie było momentu by usiąść i odpocząć. Trochę smutno, ze przegraliśmy, ale już niedługo rewanż. Tym razem na pewno idę obejrzeć.

W sobotę rano wybrałam się na mecz hokeja mojego host brata - Tommiego. Niestety lodowisko w Kalispell (podobnie jak to w Kaliszu) jest na dworze i było przeraźliwie zimno. Ten tydzień nie był chyba zbytnio szczęśliwy, bo nasi przegrali :(




Po meczu znowu pomagałam w szkole tym razem podczas zawodów w zapasach. Zaraz po tym udałam się do kościoła na spowiedź. Uwierzcie mi, spowiadanie się w obcym języku to nie lada wyzwanie. Nie znałam nawet żadnej formułki, ale jakoś sobie poradziłam !

Wieczorem wybraliśmy się na spacer po okolicy, czyli wzgórzach. Wspięliśmy się  na pobliski szczyt, wszystko zajęło nam tylko godzinkę, a to dlatego, ze musieliśmy wracać, bo było ciemno. 






W niedzielę wszystko kręciło się wokół SUPERBOWL. Patriots kontra Giants. Całą rodzinka siedzieliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy najważniejsze sportowe wydarzenie roku w footballu amerykańskim. Teraz znałam już zasady ;) Ciekawe było to, że wiele Amerykanów ogląda superbowl tylko dla reklam. Wydawało mi się to co najmniej dziwne, dopóki nie zobaczyłam tych wszystkich commercials. Większość z nich była śmieszna i warta oglądania. Moje top trzy: Audi (imitująca zmierzch z wampirami etc, przezabawna), Pepsi oraz Doritos.

Szkolne dni przeleciały niesamowicie szybko a już zbliża się kolejny weekend.  Miałam bardzo dużo prac domowych jak na tutejsze high school. Prezentowałam też swój monolog na aktorstwie. Myślę, że wypadł dobrze, oceny dostaniemy dopiero w przyszłym tygodniu. Teraz przygotowujemy monolog Szekspira. Ja wybrałam fragment żeńskiego monologu z "Juliusza Cezara" i od dzisiaj wieczorem zamierzam zmierzyć się z przeczytaniem sztuki, by zagrać jeszcze lepiej. Szukałam tłumaczenia po polsku online, niestety bez skutku, pozostaje mi angielski :)) 

Dzisiaj na historii był test z Pierwszej Wojny Światowej - w końcu coś związane z Europą ! 

Widok z salonu !
Uciekam czytać "Forresta Gumpa", bo nareszcie mam wolną chwile od prac domowych.

Trzymajcie się !

środa, 1 lutego 2012

Pierwszy tydzień w nowej rodzinie

Ostatnio nie mam czasu dosłownie na nic. Po zmianie rodziny, jakby odżyłam. Po długo ciągnących się weekendach, teraz, w nowej rodzinie w domu jestem bardzo mało. Tak jak pisałam, przeprowadziłam się w zeszły poniedziałek. Wszystko było nowe, nie mogłam odnaleźć się w domu, ale jak się okazało to tylko pierwszy dzień. Później wszystko było już idealne. 

Od wtorku chodzimy już do szkoły i mamy nowy semestr. Moje nowe klasy okazały się naprawdę świetne. Na aktorstwie i kompozycji jest zawsze mnóstwo śmiechu. Niedługo przygotowujemy monologi ;) Na gitarze, jest naprawdę super ! Jestem na wyższym poziomie, więc teraz trzeba się naprawdę skupić i ćwiczyć. Pierwszy raz od bardzo dawna (nawet nie wiem, czy nie paru miesięcy), bolą mnie palce od grania nowych utworów. Ćwiczymy zapisywanie wszystkiego nutami i gramy różne nowe riffy, coraz mniej tylko piosenki, co niestety jest wymagające.

W nowej rodzinie jest naprawdę świetnie. W sobotę przyszli do nas goście, czyli znajomi moich host rodziców i ich dzieci (w naszym wieku, czyli high school). Oglądaliśmy razem serial "Psych" i graliśmy na różnych instrumentach, bo każdy z nich umiał na minimum jednym, a wielu gra w orkiestrze szkolnej. W niedzielę wybrałam się do kościoła po raz pierwszy od przyjazdu do Stanów. Msza rozpoczynała się o jedenastej. W zasadzie wszystko wyglądało identycznie, bo to tez wyznanie rzymsko-katolickie, po prostu cała liturgia była przetłumaczona na angielski. Mimo wszystko, ja w głowie cały czas mówiłam sobie wszystko po polsku, kiedy pozostałą część kościoła odpowiadała po angielsku. Po mszy rozmawialiśmy z proboszczem, który jest z Chicago, czyli obecność Polaków to nic nowego :) 

Wieczorem wybrałam się z moimi host siostrami Lilly i Elizą na spotkanie youth church gropu. Jak wiadomo, w Stanach nie ma religii w szkołach, więc uczy się tego w niedzielę po kościele. Grupa licealna rozpoczyna zajęcia o 19. Mogłoby się wydawać, że będzie nudno, ale naprawdę podobało mi się. Graliśmy w różne gry, potem jedliśmy różne przekąski, chwilę rozmawialiśmy i rozeszliśmy się. W niczym nie przypominało to naszej religii z kartkówkami i uczeniem się ksiag Starego testamentu po kolei by tylko dostać ocenę.

Weekend minął bardzo szybko. Nawet nie miałam czasu napisać notkę o tym na blogu, a już w poniedziałek czekała mnie szkoła. Nic się nie zmieniło, chyba oprócz matematyki. Naszej nauczycielki nie ma drugi tydzień i mamy zastępstwo. Rozpoczęliśmy nowy dział, czyli logarytmy. Niestety nauczyciel wymaga byśmy wszystko umieli i robimy tylko zadania. Śmiesznie jest rozglądać się po klasie i widzieć, że nie jest się jedyną osobą, która nie za bardzo wie co robić. Zdarzyło mi się to chyba pierwszy raz na matematyce w USA. Wszyscy czekają już na powrót naszej nauczycielki, bo teraz nawet gdy chcemy iść do toalety, mamy tylko pięć minut i nauczyciel mierzy czas stoperem ! To akurat jest trochę śmieszne. :)

We wtorek odbył się kolejny obiad z wszystkimi wymieńcami. Przyszła też ze mną Lilly a z Barą jej host siostra Page. Upiekliśmy razem tort czekoladowy, zrobiliśmy sałatkę i ryż z kurczakiem po grecku. Graliśmy jeszcze w ping-ponga. Było naprawdę dużo śmiechu. Niestety zapomniałam aparatu, więc nie mam zdjeć :(

Po obiedzie wybrałam się na koncert szkolnej orkiestry. Byłam naprawdę pod dużym wrażeniem tego, jak licealiści potrafią grać razem. Poza tym szkoła, szkoła i szkoła. Nie zapowiada się bym miała więcej czasu, bo już jutro mecz koszykówki pomiędzy dwoma liceami w Kalispell czyli Flathead i Glacier.

GO FLATHEAD ! :)

PS Nie zgrałam żadnych zdjęć, chociaż i tak mam ich niewiele. Mimo wszystko pomyślałam, że w pośpiechu napiszę notkę :)