niedziela, 22 stycznia 2012

Zmiana host rodziny

Czasami zdarza się tak, że nie wszystko udaje się po naszej myśli, świat nie jest bajką i okazuje się, ze trzeba po prostu zatrzymać się i zacząć od początku. Dla mnie ostatni czas nie był najłatwiejszy. Nie chcę pisać w szczegółach dlaczego, ale zmieniam rodzinę. Nie jest tak, że oni źle mnie traktowali itp. Wręcz przeciwnie, jednak po prostu nie wyszło tak, jak każdy z nas by chciał.

Rozmawiałam kilkakrotnie z koordynatorką i podjęłyśmy decyzję - szukamy dla mnie nowej rodziny. Bardzo miło zaskoczyło mnie to, że rodzina mojej koleżanki z biologii - Lilly, powiedziała, że z chęcią przyjmą mnie do siebie. Nie możecie nawet sobie wyobrazić, jak bardzo się ucieszyłam. ;) Byłam już u nich w domu wcześniej na urodzinach i bardzo mi się podobało, wszyscy byli mili i sympatyczni.

Od jutra (poniedziałek) będzie to mój nowy dom. O godzinie 13, przyjeżdża po mnie mama Lilly, by zabrać moje rzeczy. Pakowanie rozpoczęłam w niedzielę wieczorem, bo to wtedy się dowiedziałam, że przeprowadzka nastąpi dzień później. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, ile rzeczy kupiłam w Stanach. Jedna walizka już nie wystarczyła. Zmieściły się tam tylko ubrania. Resztę rzeczy mam w kartonach :)

Gdy tak patrzę na pustą szafę i biurko, mam mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo się cieszę, że zmieniam rodzinę. W poprzedniej po prostu nie dogadywałam się świetnie z moimi host siostrami (oprócz ośmiolatki, z którą kontakt miałam świetny) i mieszkałam dość daleko - około 15km od miasta.Doświadczyłam tego, że życie w domu z jednym rodzicem bardzo różni się od mojego. Z drugiej strony, bardzo przywykłam do tego miejsca i najzwyczajniej w świecie, boje się tych wszystkich zmian. Zaczynam od zera. Będę musiała nauczyć się gdzie znaleźć poszczególne rzeczy w domu, poznać nowych ludzi, ale jestem bardzo optymistycznie nastawiona.  Będzie lepiej, po prostu w to wierzę !

Czeka mnie ostatnia noc w "moim" pokoju. Gdy się obudzę, zostanie mi kilka godzin do nowego początku. A od wtorku już nowy semestr. Przed chwilą otworzyłam sobie polską czekoladę Wedla, której nie jadłam chyba od 1,5 miesiąca. Tak na dodanie odwagi :D

Przede mną jeszcze wiele, ale mam uśmiech na twarzy i śmiało idę przed siebie. Będę informować, co spotka mnie na mojej drodze w najbliższych dniach :) Wyjazd do Stanów to nie lada wyzwanie, ale nauczyło mnie że zawsze jest dobre wyjście z sytuacji i ludzie, którzy Ci pomogą ! Nie ma czego się obawiać :)

1 komentarz:

  1. POWODZENIA OLEŃKO :)!Wszyscy trzymamy kciuki za Ciebie.buziaki.Gosia

    OdpowiedzUsuń