poniedziałek, 23 stycznia 2012

Inny świat

Obudziłam się wyjątkowo wcześnie, jak na dzień, w którym nie ma szkoły i nie muszę ze złością patrzeć na budzik. Rozglądam się wokół i widzę pusty pokój. Przy ścianie walizka i parę kartonów. Oznacza to tylko jedno. Nie jestem w żadnym śnie, wszystko dzieje się naprawdę. Za chwilę wyprowadzam się stąd. Wtedy jeszcze nadal mam mieszane uczucia. Wraz z Lydią odśnieżam jeszcze drogę i wybija 13. Przyjeżdża mama Lilly i po kilku minutach ładowania bagaży, żegnam się z dziewczynami i odjeżdżam.

Zaczynam od nowa. Znowu czuję się w nowym domu trochę obco, muszę pytać, gdzie są szklanki czy sztućce. Mimo wszystko wszyscy są dla mnie mili. Jak na razie w domu nie ma Lilly i jej taty. Wrócą jutro. Rozmawiam z jej braćmi, wszyscy idziemy na spacer, potem gramy na ukulele i pianinie :) W domu jest taka jakaś cieplejsza atmosfera. Jemy razem obiad. Pierwszy raz od bardzo dawna jem tradycyjnie ugotowaną zupę i sałatkę, a potem świeżo upieczone owsiane ciasteczka. 

Nadal nie czuję się tak pewnie jak w starym domu, ale nie żałuję, że zmieniłam rodzinę. Nie ma co męczyć się gdzieś, gdzie nie jest do końca tak jakbyśmy chcieli. Od jutra zaczyna się szkoła. Nowy semestr, nowe przedmioty, nowa rodzina... 

Trzymajcie za mnie kciuki, by tym razem wszystko się udało :)

niedziela, 22 stycznia 2012

Zmiana host rodziny

Czasami zdarza się tak, że nie wszystko udaje się po naszej myśli, świat nie jest bajką i okazuje się, ze trzeba po prostu zatrzymać się i zacząć od początku. Dla mnie ostatni czas nie był najłatwiejszy. Nie chcę pisać w szczegółach dlaczego, ale zmieniam rodzinę. Nie jest tak, że oni źle mnie traktowali itp. Wręcz przeciwnie, jednak po prostu nie wyszło tak, jak każdy z nas by chciał.

Rozmawiałam kilkakrotnie z koordynatorką i podjęłyśmy decyzję - szukamy dla mnie nowej rodziny. Bardzo miło zaskoczyło mnie to, że rodzina mojej koleżanki z biologii - Lilly, powiedziała, że z chęcią przyjmą mnie do siebie. Nie możecie nawet sobie wyobrazić, jak bardzo się ucieszyłam. ;) Byłam już u nich w domu wcześniej na urodzinach i bardzo mi się podobało, wszyscy byli mili i sympatyczni.

Od jutra (poniedziałek) będzie to mój nowy dom. O godzinie 13, przyjeżdża po mnie mama Lilly, by zabrać moje rzeczy. Pakowanie rozpoczęłam w niedzielę wieczorem, bo to wtedy się dowiedziałam, że przeprowadzka nastąpi dzień później. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, ile rzeczy kupiłam w Stanach. Jedna walizka już nie wystarczyła. Zmieściły się tam tylko ubrania. Resztę rzeczy mam w kartonach :)

Gdy tak patrzę na pustą szafę i biurko, mam mieszane uczucia. Z jednej strony bardzo się cieszę, że zmieniam rodzinę. W poprzedniej po prostu nie dogadywałam się świetnie z moimi host siostrami (oprócz ośmiolatki, z którą kontakt miałam świetny) i mieszkałam dość daleko - około 15km od miasta.Doświadczyłam tego, że życie w domu z jednym rodzicem bardzo różni się od mojego. Z drugiej strony, bardzo przywykłam do tego miejsca i najzwyczajniej w świecie, boje się tych wszystkich zmian. Zaczynam od zera. Będę musiała nauczyć się gdzie znaleźć poszczególne rzeczy w domu, poznać nowych ludzi, ale jestem bardzo optymistycznie nastawiona.  Będzie lepiej, po prostu w to wierzę !

Czeka mnie ostatnia noc w "moim" pokoju. Gdy się obudzę, zostanie mi kilka godzin do nowego początku. A od wtorku już nowy semestr. Przed chwilą otworzyłam sobie polską czekoladę Wedla, której nie jadłam chyba od 1,5 miesiąca. Tak na dodanie odwagi :D

Przede mną jeszcze wiele, ale mam uśmiech na twarzy i śmiało idę przed siebie. Będę informować, co spotka mnie na mojej drodze w najbliższych dniach :) Wyjazd do Stanów to nie lada wyzwanie, ale nauczyło mnie że zawsze jest dobre wyjście z sytuacji i ludzie, którzy Ci pomogą ! Nie ma czego się obawiać :)

piątek, 20 stycznia 2012

Połowa szkoły za nami

Czas jednak leci bardzo szybko. Pamiętam mój lot samolotem, pierwszy dzień szkoły, czy połowę semestru, jakby to było wczoraj :) W środę zakończył się pierwszy semestr. Pozostały tylko egzaminy, czyli finals. Na szczęście nie muszę pisać żadnego z nim, ponieważ spełniam wszystkie warunki (oceny powyźej B i brak nieusprawiedliwionych nieobecności). Z tego właśnie powodu mam aż 5 dni wolnego - od czwartku do poniedziałku.

Co do pierwszego semestru, skończyłam go z samymi ocenami A. Przez to muszę zdecydowanie stwierdzić,  że amerykańskie high school jest prostsze niż szkoła w Polsce. Nie można jednak powiedzieć, że w Stanach wystarczy pojawić się w szkole i ma się same A. Trochę pracy trzeba jednak w to włożyć. Jest wiele osób, które nie zdaje w high school, a nawet nie wszyscy wymieńcy mają idealne oceny.

Wszystko zależy od tego, jakie przedmioty wybierzemy i jaki poziom zaawansowania danych klas weźmiemy. Przykładowo jestem bardzo zadowolona z mojej biologii, którą mam na poziomie Międzynarodowej Matury. Naprawdę uczę się tam dużo nowych rzeczy, a ponadto przeprowadzamy bardzo ciekawe doświadczenia. Kolejny przedmiot rozszerzony to Czytanie Sztuk Teatralnych IB też nie żałuję, że wybrałam. Nauczyłam się sporo i trochę szkoda, że kończy się po jednym semestrze. 

Zdecydowanym błędem było wzięcie matematyki na poziomie Algebry 2. Jak później dowiedziałam się, jest jeszcze wyższy poziom matematyki - pre Calculus. Zdecydowanie powinnam wziąć coś trudniejszego, bo teraz najzwyczajniej się nudzę. Przerabiamy rzeczy, która w Polsce uczymy się w gimnazjum, jak na przykład funkcje czy potęgi, nic nowego :) Kolejnym błędem była chemia, ponieważ nie nauczyłam się niczego nowego (tyle, że umiem pierwiastki po angielsku). Powtórzyłam sobie tlenki i kwasy, nie doszliśmy nawet do chemii organicznej. 
Reszta przedmiotów to były dobre wybory, szczególnie gitara, dlatego w drugim semestrze wzięłam kolejną taką klasę.


Mój plan lekcji na semestr 2 to:
1. Francuski 1
2. Aktorstwo 2
3. Biologia IB
4. Gitara 2
5. Algebra 2 Trygonometria
Late Lunch (późny lunch)
6.  Kompozycja tekstów literackich
7. Historia USA

Jestem z niego bardzo zadowolona. Będę miała aktorstwo, z czego bardzo się cieszę i kolejny poziom gitary.  Startujemy już we wtorek :) !

A tymczasem przyszła prawdziwa zima. Śnieg pada cały czas od 3 dni. Wszędzie jest biało a termometr pokazuje -12 stopni Celsjusza (po przeliczeniu) :)

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Teatr i speech :)

Mam wrażenie, że nie pisałam na blogu od wieków. Złożyło się na to wiele rzeczy, ale przede wszystkim to, ze mój ostatni tydzień był bardzo zajęty. 

Wszystko zaczęło się od zeszłej soboty.  Wybrałam się na mój drugi konkurs ze speech and debate. Tym razem jechaliśmy do Missouli. Jakiś czas temu przeniesiono mnie do Varsity, czyli wyższego poziomu. Tam wszyscy są już naprawdę dobrzy, więc ten konkurs był naprawdę trudny.
Wyjeżdżaliśmy z Kalispell o czwartej rano. Wpadałam na "genialny" pomysł, żeby nie spać i po prostu przyszykować się, bo i tak musiałabym wstać o 2.30. Nie przemyślałam tego do końca i poszłam spać o 1.30, by po godzinie być już z powrotem na nogach. :)
Zmagania rozpoczęły się o 8 rano i odbywały się na terenie uniwersytetu Montana. Śmieszne było, że podczas przechodzenia z budynku do budynku zgubiłam się. Na szczęście jakoś dotarłam na miejsce.
Nie można było robić zdjęć w środku, więc mam tylko te pokazujące kampus uniwersytetu.




Symbol Uniwersytetu


Mniej więc tak wyglądały nasze przerwy między rundami
 Cały ostatni tydzień kręcił się wokół teatru. Mieliśmy występy w poniedziałek, wtorek i czwartek o 19 wieczorem. W pozostałe dni były próby etc. Aż ciężko jest to wszystko opisać, bo było CUDOWNIE. Jedno z najlepszych przeżyć tutaj w Stanach. Atmosfera była świetna, wszyscy ze sobą rozmawiali. Tym cudem poznałam dziewczynę, która była w zeszłym roku w Polsce (nie mogłam w to uwierzyć haha). Z reguły ludzie nie wiedzą, gdzie jest Polska, a ona była w Warszawie przez tydzień :)

Wszystko wypadło bardzo dobrze, a w czwartek mieliśmy pełną publiczność ;)

Nie można było robić zdjęć ;((

w dressing room


W te dni do domu wracałam o 22.30. Dobrze, że mieliśmy trzydniowy weekend :)

W sobotę pojechałam na snowboard. Niestety warunki ni były takie świetne. Wiał wiatr, było zimno i prawie nic nie było widać w niektórych miejscach :(


Niedziela to zakupy z Lydią. :) A potem oglądałyśmy Aparatkę, Świat według Ludwiczka itp.

Maskotka, którą dostałam od Lydii :)


Od jutra ostatni tydzień jako semestr 1, od poniedziałku zmieniają się klasy :)
Trzymajcie się :)

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Zimowe zakończenie roku

W sylwestra nie było fajerwerków czy też wielkiego hucznego obchodzenia zakończenia roku, ale za to miałam wiele innych atrakcji i podobało mi się ;)

Całe przedpołudnie, aż do godziny 16, jeździłam na snowboardzie. Teraz robię to w zasadzie w każdy weekend i za każdym razem jest ciekawie. 31 grudnia na stokach było bardzo dużo ludzi, chyba pierwszy raz trzeba było czekać w kolejkach do wyciągów. Co ciekawe, w Stanach nie ma automatycznych bramek, które sprawdzają twój karnet i Cię przepuszczają jak w Europie, tylko karnety skanują pracownicy.

Po powrocie do domu, zjedliśmy razem obiad, śpiewaliśmy "Happy Birthday" Rachel, która dzień wcześniej skończyła 18 lat, jedliśmy tort, oglądaliśmy transmisję Sylwestra z NY. W międzyczasie graliśmy na xboxie kinect w różne gry taneczne, było naprawdę śmiesznie. Przywitaliśmy Nowy Rok, obejrzeliśmy film i o trzeciej wszyscy położyliśmy się spać ;)



Pierwszy stycznia był najzwyklejszym dniem. Hasło dnia dla mnie to "odrabianie prac domowych". W końcu kiedyś musiałam się za to zabrać. Po napisaniu raportu z doświadczenia biologicznego, odmiany mnóstwa czasowników na francuski i przejrzeniu innych segregatorów, pomagałam sprzątać dom, a dzień zakończyłam graniem w Monopoly z Lydią. Niestety tym razem przegrałam :)

Poniedziałek był ostatnim dniem wolnym od szkoły. Znowu pojechałam w góry, by jeździć na snowboardzie. Była przepiękna pogoda, zero chmur, świecące słońce. Dobrze, że pamiętałam o kremie z filtrem, bo inaczej byłoby naprawdę kiepsko. Zrobiłam trochę zdjęć, ponieważ zabrałam ze sobą aparat.







Pozostaje mi wrócić do szkoły, do prób do przedstawienia, zawodów w speech w sobotę i bliskiego zakończenia semestru. Zazdroszczę, że w Polsce są ferie zimowe. Moja następna przerwa od szkoły (nie licząc pojedynczych dni wolnych) dopiero pod koniec marca, czyli tygodniowy spring break. 
Trzymajcie się !

(Nie wiem jak Wy, ale ja nadal nie mogę uwierzyć, że mamy 2012 rok)