środa, 7 grudnia 2011

K54

Przez chwilę jestem tylko numerkiem. Nie ma imion, nazwisk. Przechodzę sali do sali i mówię kolejny raz swój dziesięciominutowy kawałek o Żydówce w Nazistowskich Niemczech i w duchu modlę się, by nie przejęzyczyć się albo nie zapomnieć tekstu. Głęboki oddech i zaczynam. Tak było w czterech rundach na zawodach z przemówień w sobotę.
Pobudka o 4.30 , po godzinie siedzę w autobusie wyjeżdżającym do Libby- miasteczka w Montanie. Dwugodzinna jazda i drużyna speech melduje się w tamtejszej szkole. Po półgodzinnej przerwie, rozchodzimy się do sal i od wtedy jesteśmy numerkami. Ja byłam K54. Obok mnie dziewiętnastka innych zawodników.
"Dzień dobry. Jestem numer K54. Mój minutnik wskazuje 10 minut i 1 sekundę i będzie odliczał w dół. Czy moje jury jest gotowe? Czy moja publiczność jest gotowa?"
Tymi słowami zaczynam przemowę. Czas leci szybko, a ja czuję się wyjątkowo zadowolona z siebie. Mimo wszystko nie wierzę, że zajmę wysokie miejsce. W końcu to moje pierwsze zawody, a angielski to nie mój ojczysty język. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy po kilku godzinach na liście osób, które dostały się do finału, widnieje mój numer. Sprawdzam to chyba kilkanaście razy, a potem biegnę do sali na ostateczny pojedynek. ...Przemawiam pierwsza. Czuję jak nogi mi się trzęsą, ale staram się panować nad sobą i nie okazać, że się denerwuję. Mówię swój kawałek już piąty raz tego dnia i szczerze mówiąc mam go serdecznie dosyć, ale daję z siebie wszystko przez te ostatnie kilka minut.
Zajmuję piąte miejsce. Jestem dumna i szczęśliwa ! Piąte miejsce ! Piąte miejsce :))
Dzięki kilka dni później zostałam przeniesiona do lepszej grupy przemówień - varsity i będę trenowała jeszcze prawie 2 miesiące, jeżdżąc na nowe zawody :)) Warto było postarać się w Libby.

Źle napisali moje imię, ale to już nie ma znaczenia :))

Zawody w Libby to chyba najważniejsze wydarzenie w ostatnim czasie. Inna rzecz, którą robiłam to wspomniane już wcześniej przeze mnie krojenie serca owcy na biologii (było super !!!). Dostaliśmy jedno serce na dwie osoby. Skalpele w rękach i odkrywamy tajemnice medycyny, haha, przynajmniej tak nam się wydawało.

We wtorek odbyło się spotkanie z wymieńcami i jakąś organizacją pomagającą kobietom w kształceniu się (tyle zapamiętałam). Mieliśmy wspólną kolację, a potem opowiadaliśmy o bożonarodzeniowych tradycjach w naszym kraju. Nikt nie chciał mówić pierwszy, oprócz mnie. Jeśli chodzi o tego typu przemówienia, to zaczęłam to lubić (wcześniej też jakoś nie miałam problemu). Nawet jeśli popełniam błędy w angielskim ( a czasem zdarzy mi się to) to mówię dalej i chyba o to chodzi. Wielką sensację wzbudził zwyczaj rozpoczynania wigilijnej kolacji po ujrzeniu pierwszej gwiazdki. 
Na kolacji każdy z nas dostał mały prezent- Montana :))

Poza tym, czas mija szybko. Wczoraj moja koleżanka z biologi - Lily zaprosiła mnie na swoje urodziny. Zapowiada się bardzo fajnie. Zdam relację :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz