wtorek, 29 listopada 2011

Święto Dziękczynienia i Black Friday - czyli nie śpimy i robimy zakupy całą noc

Na czwarty czwartek listopada czekałam dość długo. Przede wszystkim dlatego, że w Polsce nie obchodzimy Święta Dziękczynienia. Z tego powodu już od środy nie było szkoły.

W środę wieczorem postanowiłam upiec parę rzeczy między innymi dyniowe muffinki i ciasto z jabłkami. Wszystko się udało, z czego byłam strasznie zadowolona.

W czwartek rano udałyśmy się do mamy  Rachel, Emily i Lydii, gdzie spędziłyśmy cały dzień. Była tam też ich babcia, która mieszka w innej części Montany i przyjechała na święta. Przed obiadem grałyśmy w Wii w grę "Life" i pomagałyśmy w przygotowywaniu indyka. Około 16 przyszedł czas na słynny obiad podczas Świeta Dziękczynienia. Był indyk, puree ziemniaczane, kukurydza i mnóstwo ciast. Wieczór trochę różnił się od typowego rodzinnego czasu, ponieważ każda z nas przeglądała gazetki dotyczące wyprzedaży black friday. 

O godzinie 21 rozpoczęłyśmy słynne BLACK FRIDAY SHOPPING !!! Odwiedziłyśmy chyba wszystkie sklepy możliwe (może prawie wszystkie, ale na pewno te największe). Moim celem było kupienie butów Emu. Z tego powodu stałam w kolejce do Herbergers od 23. Gdy tylko otworzono drzwi, rozpoczął się wyścig. Gdy tylko dobiegłam do butów, zorientowałam się, że nie wiem jaki mam rozmiar. Wzięłam szybko kilka pudełek i zaczęło pośpiesznie przymierzać. Po minucie już wiedziałam. Brązowe emu rozmiar 8 były w moich rękach. Strasznie się ucieszyłam, bo po około 5 minutach nie było już prawie żadnej pary w sklepie. Potem już tylko kilka innych drobnych zakupów, kolejne odwiedzone sklepy i o 6 rano oficjalnie skończyłyśmy zakupy ! Było cudownie. Mimo że ledwo widziałam na oczy, mogłabym zasnąć gdziekolwiek, powtórzyłabym to i nie mogę się doczekać na wyprzedaże po Bożym Narodzeniu.

moje zakupy z black friday

Niedawno minęło 100 dni od mojego przyjazdu do Montany. Wydaje mi się jakby to było wczoraj. Czas leci bardzo szybko, a mój czas szkole jest wypełniony aż po brzegi przez speech i próby do sztuki teatralnej. Już niedługo pierwsze zawody ze speech, w których wezmę udział (sobota). Zmieniłam trochę rodzaj przemówień, ale o tym może w następnym poście. Jutro na biologii mamy sekcję serc owiec ! Zdam relację :)))

poniedziałek, 21 listopada 2011

Urodzinowy weekend

Wszystko rozpoczęło się w piątek. Moja host siostra - Emily obchodziła 13 urodziny. Dzień rozpoczął się od śpiewania Happy Birthday i jedzenia tortu oraz prezentów po południu. 

Emily z twarzą w torcie !
 Z kolei sobota to MOJE URODZINY ! Szesnastka to ważny rok dla Amerykanów, bo mogą dostać prawo jazdy. Ja niestety będę musiała czekać jeszcze dwa lata. Było naprawdę super. Wszyscy złożyli mi życzenia, od host rodzinki po internetowe rozmowy z Polską przez skypa. Dostałam kilka kartek urodzinowych oraz duży tort czekoladowy, który jedliśmy dopiero w niedzielne popołudnie, ponieważ mieliśmy jeszcze dwa inne z urodzin Emily. W moje urodziny pojechaliśmy na zakupy (kupiliśmy "Viva la vida" Coldplay !! ), oglądaliśmy "Anioły i demony", które wybrałam jako mój urodzinowy film. 




 Odniosłam wrażenie, że urodziny w Stanach nie są taką ważną sprawą. Spędza się je w mniejszym gronie, jest to normalny dzień.

W niedzielę wybrałam się do kina z Hetą, oczywiście na BREAKING DAWN, czyli Przed Świtem. Jako fanka Zmierzchu nie mogłam tego przegapić. Amerykańskie kino różni się diametralnie od polskiego. Nie dość, że w Kalispell kino ma 14 sal, to zarówno siedzenia jak i cały budynek jest zupełnie inny. Sam film bardzo mi się podobał. Mimo że słyszałam bardzo dużo negatywnych opinii, to ja jestem zupełnie przeciwnego zdania. Całe półtorej godziny siedziałam wpatrzona w ekran.


Wieczorem udałam się na basen do centrum sportowego Summit. Sam budynek jest ogromny. Znajdzie się tam wszystko, począwszy od siłowni, przez różne sale, ścianki wspinaczkowe, sauny i w końcu basen. Muszę przyznać, że po kilku miesiącach całkowitego niepływania przepłynięte przez mnie 1300m nie jest wcale takim złym wynikiem. 






Rozpoczął się kolejny tydzień (i tylko 2 dni szkolne). Dzisiaj zmieniłam kilka przedmitów na drugi semestr, między innymi będę miała Acting 2 (czyli Aktorstwo na poziomie drugim) oraz Guitar 2 (czyli drugi poziom gitary). Strasznie się z tego powodu cieszę ! :))

Od środy przerwa na Thanksgiving, którego nie mogę się doczekać ! Wszędzie wokół pełno dekoracji na to święto, indyki, pielgrzymi i dyniowe ciasto. Jeszcze tylko kilka dni ! ;)

niedziela, 13 listopada 2011

Na deskach szkolnego teatru oraz 11 listopada

Rozpoczął się listopad. Na dworze jest zimno, temperatura często spada trochę poniżej zera, za nami już pierwszy śnieg.

Wróćmy do poniedziałku. Zaczyna się kolejny tydzień nauki. Rano, siedząc na lekcji teatru wpadł mi do głowy pomysł, żeby pójść na przesłuchania do nowej szkolnej sztuki teatralnej.  Gdyby ktoś zapytał mnie wcześniej, powiedziałabym, ze chyba żartuje. Mimo wszystko poszłam. Na kilka minut przed rozpoczęciem, w sali zbierało się coraz to więcej osób. Wypełnialiśmy karty, dotyczące wzrostu, doświadczeń teatralnych itp. Jak zwykle miałam problem z napisaniem ile mam wzrostu w calach, więc zaczęłam porównywać się z kilkoma osobami i w końcu doszłam do wniosku, że mam około 5'8''.

Otrzymaliśmy sceny do przeczytania. Było ich kilka. Wybrałam sobie jedną i miałam dosłownie kilka minut na przygotowanie tego monologu. Wystąpiłam jako jedna z pierwszych, żeby mieć to z głowy. Podziękowałam i wyszłam. Byłam dumna z tego, że odważyłam się pójść, ale za bardzo nie liczyłam, że się dostanę. W głębi serca bardzo chciałam. 

Obsadę wywieszono w czwartek. Gdy tylko zobaczyłam swoje imię, nie mogłam przestać się cieszyć.

Sztuka: Hooked
....
Rola : nauczycielka - Ola Leki 

Sztuka: Choices
...
Extra: Ola Leki 

Tym cudem jestem w dwóch sztukach. Jest ich kilka, dlatego, ze trwają tylko 10 minut. Całe wydarzenie nazywa sie FXT - Flathead Experimental Theatre. Oznacza to, że uczniowie napisali krótkie (10-minutowe) sztuki, uczniowie są reżyserami i uczniowie grają. Wystawiamy je w trzy wieczory w styczniu. Próby rozpoczynają się w tym tygodniu. Nie mogę się doczekać !
Jak widać moje próby są w poniedziałki i środy


Kolejnym ważnym wydarzeniem, było 11 listopada. Postanowiłam w jakiś sposób pokazać, że u nas jest Dzień Niepodległości. Na mojej szafce widniał napis : November 11- Independence Day in Poland i wydrukowana flaga i godło. Ponadto ubrałam się na biało-czerwono i miałam na dłoniach narysowane 2 małe flagi.

MOJA SZAFKA !! Speech and debate autobus i Poland ;)

czwartek, 3 listopada 2011

Dzień, w którym straszy - 31 października

Przygotowanie do haloween rozpoczęły się już pod koniec września. W oknach domów zaczęły pojawiać się przyklejane obrazki duchów, a przed drzwiami nie raz można było potknąć się o pomarańczową dynię. Nasz dom oczywiście też był przystrojony. Do lamp przyczepione były figurki, duchy etc. Na moim biurku do teraz stoi haloweenowa świeczka-dynia. Dzień przed haloween wybraliśmy się na zakupy w poszukiwaniu kostiumów. Ja znalazłam swój w K-marcie i postanowiłam być WAMPIREM !

Liczyliśmy dni i w końcu nadeszło haloween. Tego dnia, nie poszłyśmy do szkoły, bo mieliśmy dużo spraw do załatwienia. Byłam odebrać paczkę z Polski na poczcie, w paru sklepach i w końcu przygotować się na wieczorne "trick or treat" czyli cukierek albo psikus w wersji amerykańskiej.

Lydia jako wiedźma i ja jako wampir


Tego dnia było bardzo zimno i chyba pierwszy raz od kiedy mieszkam w Montanie, zaczął wiać wiatr. Kalispell z każdej strony otoczone jest górami, więc było to rzadkie zjawisko. Po pół godzinie chodzenia na dworze, nawet w polarze, czapce i rękawiczkach nie było przyjemnie. Pojechaliśmy, w część miasta, niedaleko szkoły, gdzie trick or treating jest bardzo popularne. Od razu zaskoczyła mnie ilość ludzi i sposób, w jaki udekorowane był ulice. Było cudownie !








Razem z Lydią odwiedziłyśmy kilka nawiedzonych domów, odwiedziłyśmy naszych sąsiadów i zakończyłyśmy naszą haloweenową przygodę. Zebrałyśmy naprawdę dużo cukierków. 


   

To tylko moje cukierki i słodycze ! Lydia miała tak samo dużo, jak nie więcej.

Po powrocie do domu oglądaliśmy horror. Był naprawdę straszny i nie tylko ja tak sądzę, wszyscy inni też to potwierdzili. Trzymałam się dzielnie, ale około północy, na 15 minut przed końcem filmu za bardzo się bałam i poszłam do swojego pokoju na górę. Horrory nie są moim mocnym punktem, chyba nigdy nie dałam rady obejrzeć całego. Przez godzinę oglądałam jeszcze filmiki w internecie, by spokojnie usnąć i rozpocząć kolejny, zwyczajny tydzień w szkole.