środa, 26 października 2011

500 mil dla hamburgera

W związku z tym, że nauczyciele w Montanie mieli oficjalny zjazd, mieliśmy czterodniowy weekend. Pierwsze dwa dni spałam do dziesiątej, a potem do wieczora odrabiałam prace domowe, których miałam naprawdę dużo. W piątek wieczorem wyjechaliśmy z domu. Kierunek Missoula...
Dojechaliśmy późno wieczorem, moment, w którym przenosiliśmy bagaże pamiętam jak za mgłą, musiałam w połowie spać. Rano udaliśmy się na śniadanie do IHOP, czyli International House of Pancakes (Międzynarodowy Dom Naleśników). Było to miejsce stworzone dla mnie. Zamówiłam New York Cheesecake Pancakes, czyli naleśniki z serkiem waniliowym i truskawkami. Były przepyszne :)

Po śniadaniu udaliśmy się na zakupy do galerii i tak spędziliśmy kolejne kilka godzin. Byłam w sklepie ze słodyczami i kupiliśmy fasolki wszystkich smaków - od razu skojarzyło mi się to z Harrym Potterem. Na szczęście aż tak dziwnych smaków jak w filmie nie było.





Poszliśmy też do parku, była tam karuzela z konikami :))  Lydia i ja zdecydowałyśmy się pójść. Śmiesznie było poczuć się jak pięciolatka !


Wróciliśmy do hotelu, zamówiliśmy pizzę, a Lydia i ja poszłyśmy do hotelowego basenu, a potem na siłownię. Było naprawdę fajnie !

Pobudka o 6.30. Szybkie śniadanie w hotelowym bufecie i parę minut po 8 siedzimy w samochodzie i rozpoczynamy podróż do Great Falls, miasta oddalonego o okolo 150 mil od Missouli. Na miejscu pierwszą rzeczą jaką zrobiliśmy, to pojechaliśmy do Sonic, czyli fast foodów. Jedna różnica to to, że jest tylko jeden Sonic w Montanie, właśnie w Great Falls. Stąd właśnie powstało nasze powiedzenie, że przed te 3 dni przejechaliśmy 500 mil po to, by pojechać do Sonic na hamburgera. Nie można zaprzeczyć, był naprawdę dobry :)




Great Falls


SONIC !

Takich miejsc do zamawiania drive thru było około 20 !

Przystanek numer dwa - Muzeum Lewis and Clark, czyli największej ekspedycji w historii Stanów rzeką Missouri na początku XIX stulecia w celu odkrycia i zbadania nowo nabytych terenów po wykupieniu Luisiana Territory w 1803 przez Thomasa Jeffersona. Dosyć o historii... Muzeum było naprawdę bardzo fajne, a widoki zza okien równie piękne.









Misssouri River

W drodze powrotnej byliśmy jeszcze w miejscu z różnymi sprzętami rolniczymi i Rachel, Lydia i ja wpadłyśmy na pomysł, żeby powchodzić na te wszystkie maszyny i zrobić zdjęcia. Śmiesznie było stać na wielkiej oponie.
Lydia

Rachel, Lydia, ja



Potem już tylko druga wizyta w Sonic i powrót do domu. Gdy zaparkowaliśmy samochód pod domem było 19.

Obecnie mam tak dużo rzeczy, które muszę zrobić do szkoły, że nie mam czasu na nic. Dochodzi do tego jeszcze Speech. Z prawie każdego przedmiotu mam testy od początku roku szkolnego, a wszystko związane jest z końcem Quater 1. Są one najważniejszym testem i procentowo mają największy wpływ na ocenę. Wracam do domu o 18, jem coś i po prostu się uczę. Umilam sobie czas słuchaniem nowej płyty Coldplay - "Mylo Xyloto", która jest niesamowita. Kupiliśmy ją w pierwszy dzień wydania - poniedziałek a ja codziennie słucham jej minimum 5 razy. Cudowne jest to, że nie potrafię słuchać poszczególnych piosenek, tylko muszę od razu całą. W końcu chyba o to chodzi w muzyce. Te 14 piosenek tworzą coś większego niż kilka singli.

5 komentarzy:

  1. to muzeum kojarzy mi sie z indianami bardzo. super te słodkości. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tyle słodyczy a dupa rośnie :)

    Kto by pomyślał, że przez kilka dni chciało Wam się przejechać 800 kilometrów! To jakbyś jechała nad Morze i z powrotem. Nieźle!

    Sz. H.

    OdpowiedzUsuń
  3. każda piosenka jest jak ulotny moment, a wszystkie tworzą jedną, wspólną całość :) Coldplay to majstersztyk :)

    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Phje. A ja te fasolki już jadłam w Kaliszu, Pontoś! ;D Pamiętam o mikrofonie ;)

    O. ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Te aktualnie słucham "Mylo Xyloto". Najlepszy album na świcie! ♥ Powodzenia w wielkim świcie

    OdpowiedzUsuń