środa, 28 września 2011

Homecoming Dance

W sobotę miałam spotkanie z koordynatorką i osobami z wymiany z okolicy, jest nas łącznie 8 osób. Wszystko odbywało się na tzw. game farm, czyli mini farmie. Ominęło mnie oglądanie zwierząt (spóźniliśmy się 15 minut),ale nie żałuję. Później omawialiśmy zasady programu. Nie podobało mi się, było strasznie nudno.
Wieczorem odbywał się homecoming dance. Zdecydowałam, że pójdę, bo dla Amerykanów to dość ważna sprawa.

przed wejściem

z Hetą
Żeby wejść, trzeba było pokazać szkolne ID i zapłacić za wejście. Dostawało się stempelek na ręce (oczywiście czarno-pomarańczowy). W środku było bardzo dużo osób. Gdy tylko weszłam, wiedziałam, że jest to po prostu dyskoteka. Leciał pop i techno. Styl tańczenia amerykańskich licealistów trochę mnie przeraził. U nas jest zdecydowanie lepiej. Plusem było to, że nie było w ogóle alkoholu, nikt nie był pijany, nie było nawet takiej opcji.
Podsumowując, nie żałuję, że poszłam, warto było coś takiego przeżyć. Mimo to homecoming dance nie można porównać z balem gimnazjalnym, na którym byłam w czerwcu.

3 komentarze:

  1. No no no... Kto by pomyślał, że Amerykanie tańczą jeszcze gorzej niż ja na Balu Gimnazjalnym :)

    Był pop i techno zajawka! Cóż więcej chcieć od życia... no może tylko "Limo out front, hottest style, every shoe, every colours" :)

    Fajnie się śpiewało techno?

    OdpowiedzUsuń
  2. Oni tańczą trochę tak jak "Pod Muzami" tylko miałam wrażenie, że jeszcze bardziej nie wiem jak to ująć - "perwersyjny" ? ale ogólnie spoko !
    Nasz bal leeeepszy !

    OdpowiedzUsuń
  3. Oleńko pieknie wyglądasz!! buziaki Goska

    OdpowiedzUsuń