niedziela, 4 września 2011

Francuski

Amerykanska szkola bardzo rozni sie od polskiej. Codziennie mamy te same przedmioty. Moja pierwsza lekcja jest francuski. Zawsze chcialam uczyc sie tego jezyka i bardzo ucieszylam sie, ze bede miala okazje, by w koncu zrealizowac moj plan.Tutaj nauka jezykow jest naprawde przyjemna. Mimo iz jest wczesnie rano, mam ochote isc do klasy 118, usiasc na moim miejscu i uczyc sie nowych slow.

Pierwszego dnia zostalismy podzieleni na grupy. Siedzimy przy piecioosobowych, okraglych stolikach. W mojej grupie jest piec dziewczyn: Megan, Madison, Felicia, Makia i ja. Juz na samym poczatku uczylismy sie podstawowych zwrotow, takich jak: "Nazywam sie Ola" albo "Czuje sie dzisiaj bardzo dobrze". Lekcja zakonczyla sie gra. Tutaj bardzo duzo gramy  albo pracujemy w grupach.

Kazdego kolejnego dnia powtarzamy material, czesto rozwiazujemy quiz (inaczej kartkowka). Jak na razie mialam dwa.

Mamy obowiazek prowadzic zeszyt  formatu A4.


Codziennie przerabiamy cos innego - gramatyke, slownictwo, kulture czy czasowniki. Dzialy te maja swoje kolory. Uczac sie kultury, piszemy niebieskim kolorem, gramatyka to kolor pomaranczowy, slownictwo to rozowy, a czasowniki - zolty.



Na koncu zeszytu kazdy mial obowiazek narysowac swinke, ktora bedzie zbierac dodatkowe punkty do oceny.



Nasza nauczycielka - pani Allen jest bardzo mila, wszystko dokladnie tlumaczy, co sprawia, ze na francuski przychodze z usmiechem na twarzy.

Postaram sie opisac kazdy przedmiot, ktory jest w moim nowym planie lekcji.
Au revior ! ;))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz