wtorek, 30 sierpnia 2011

Niedaleko domu

Kilka dni temu wybralam sie na spacer po mojej nowej okolicy. Mieszkam przy lesie i jest tu naprawde pieknie. Prawie codziennie widze sarny prebiegajace przez nasz ogrod.





Jak tylko dojdzie sie do glownej ulicy, wszedzie wokol widac gory.







Teraz tak naprawde moje dni kreca sie wokol szkoly. Wydawaloby sie ze amerykanska szkola jest duzo prostsza od naszej - nic bardziej mylnego ;))


sobota, 27 sierpnia 2011

Flathead High School

Ogladajac amerykanskie filmy, moja uwage zawsze przykuwaly szkoly. Wydawaly sie takie ogromne i swietnie wyposazone. Wchodzac do Flathead High School, czyli szkoly, do ktorej bede uczeszczac przez najblizszy rok, mialam wrazenie, ze nie mylilam sie.






Sam budynek jest ogromny. Uczeszcza tam prawie 2000 uczniow. Na korytarzach pelno niebieskich szafek i dzwi do coraz to nowych klas.

W srode bylam tam pierwszy raz. Musialam wybrac przedmioty na najblizsze 2 semestry.

Oto moj plan na pierszy semestr:
1. Francuski
2. Theatre as Literature, czyli czytanie sztuk teatralnych
3. Biologia zaawansowana
4. Gitara
5. Algebra 2 i Trygonometria
6. Chemia
7. Historia USA

Drugi semestr:
1. Francuski
2.Kompozycja (angielski)
3. Biologia zaawansowana
4. Filozofia
5. Algebra 2 i Trygonometria
6. Fizyka
7. Historia USA

Przerwa na Lunch jest po piatej lekcji.

Nastepnego dnia, rozpoczynal sie juz rok szkolny. Pierwszy dzien minal mi naprawde dobrze. Ku mojemu zdziwieniu, rozumialam i nauczycieli, i uczniow. Na lekcjach panowala inna atmosfera niz w Polsce. Bylo weselej, duzo pracowalismy w grupach i gralismy w rozne gry.

Drugiego dnia z wiekszosci przedmiotow byly testy sprawdzajace wiedze. Najgorsza dla mnie byla algebra, poniewaz w czesci zadan nie rozumialam polecen z trescia, ale jakos dalam rade. Teraz bedzie juz tylko lepiej.

Amerykanie sa bardzo mili (wiekszosc) i podchodza, rozmawiaja, pytaja skad jestem. Jak sie dowiedzialam, w mojej szkole jest 5 uczniow z wymiany. Dziewczyna z Czech, Wloch, Norwegii i chlopak z Niemiec.

moja szafka pierwszego dnia



rzeczy, ktore mialam ze soba pierwszego dnia, teraz juz musze nosic duzo wiecej

moje ksiazki, kazda wazy naprawde duzo i ma okolo 1000 stron


plan lekcji

środa, 24 sierpnia 2011

Poczatek przygody, czyli lot Glacier Park i Flathead Lake

Moja przygoda rozpoczela sie o 12.45 w Warszawie, kiedy startowal moj pierwszy samolot do Amsterdamu. Gdy wyladowal musialam szybko biec po karte pokladowa, poniewaz okazalo sie, ze wykupiono wiecej biletow niz jest miejsc w samolocie. Gdy dotarlam do wlasciwego okienka, pani kazala mi czekac i dopiero po 40 minutach otrzymalam miejsce. Bylo to chyba najgorsze 40 minut w moim zyciu, chodzilam w kolko i zastanawialam sie, co zrobie, jesli nie dostane tego miejsca. Dalsza czesc podrozy przebiegla juz bez problemow.

Na lotnisku w Kalispell czekala na mnie cala host rodzina : tata - Larry i trzy siostry: Lydia, Emily i Rachel oraz koordynatorka. Kazda z siostr trzymala w rekach kartke z napisem: WELCOME OLA ! ;))



Od samego poczatku wszyscy byli bardzo mili. Gdy dojechalismy do domu, w moim nowym pokoju czekaly na mnie kartki od kazdej z dziewczyn i maly prezent- kolczyki i naszyjnik.



Pierwszego dnia po moim przyjezdzie udalismy sie do Parku Narodowego Glacier, ktory lezy okolo 20 mil od Kalispell. Widoki byly cudowne. Wszedzie dookola gory i jeziora.


















Nastepnego dnia odwiedzilismy koordynatorke, ktora mieszka przy jeziorze Flathead. Woda w nim jest naprawde czysta, a widoki wspaniale. Mielismy ognisko i pierwszy raz w zyciu jadlam slynne pianki i tzw. smores, czyli pianki, czekolde i krakersy.

Czas mija mi naprawde swietnie. Jak na razie mam wrazenie, ze trafilam idealnie.

sobota, 13 sierpnia 2011

Wakacje

Na wakacje czekamy cały rok. Szczególnie na te dwa tygodnie, gdy możemy zwiedzić mały kawałek świata. W moich przygotowaniach do wyjazdu do Kalispell, znalazł się czas, abym sama wypoczęła.

Uwielbiam zwiedzać Polskę, bo gdy wydaje mi się, że już ją znam, ona cały czas mnie zaskakuje.

Pierwszy przystanek - Toruń. Miasto Mikołaja Kopernika, cudownego planetarium i pysznych pierników.




Kierunek - Kaszuby
Lasy i jeziora. Tam czekał na mnie spływ kajakowy, przejażdżki rowerowe i mnóstwo słońca.




Wizyta w Malborku to zdecydowanie jeden z najlepszych punktów całego programu. Powrót do średniowiecznych chłodnych murów i wysokich wież - polecam każdemu !


 A na końcu czeka Ustka - czyli polski, zimny Bałtyk. Mimo gorszej pogody, atrakcji było równie dużo.





Do wylotu pozostał mi niecały tydzień. Będę musiała spakować rzeczy do mojej czerwonej walizki i pożegnać się z Polską na rok. Tymczasem zaczyna wciągać mnie wir pakowania i dopełniania ostatnich detali.