piątek, 15 lipca 2011

Wyjeżdżam

Coś mi mówi, że to będzie spełnienie moich marzeń. WYJEŻDŻAM. 

Czeka na mnie zarazem wielki, jak i mały i spokojny świat dwudziestotysięcznego miasteczka Kalispell w stanie Montana.  

O programie, dzięki któremu wyjadę na rok do USA,  dowiedziałam się w zeszłe lato od dziewczyny, która sama to wszystko przeżyła. W listopadzie miałam już wszystko uporządkowane. Wysłałam aplikację z fundacji World Experience i każdego dnia liczyłam na to, że przyjdę do domu i okaże się, że jest rodzina, która chce bym spędziła u nich ten wyjątkowy dla mnie rok. Musiałam długo czekać. Aż w niespodziewanym momencie pod sam koniec czerwca przeczytałam wiadomość, że udało się. Mam host rodzinę w Montanie.



Jakoś nigdy nie byłam przekonana do tego stanu. Marzyły mi się słoneczne plaże Kalifornii albo Florydy czy tętniący życiem Nowy Jork. Żeby nie kłamać, muszę stwierdzić, że myśląc o placemencie życzyłam sobie w myślach „byle nie do Montany”.  Czasami w grę wchodzi tak zwana ironia losu. Tu też zadziałała.


Pomimo pierwszego (budzącego wątpliwości) wrażenia, po przeczytaniu różnych wiadomości o Montanie i przejrzeniu wielu zdjęć, teraz jestem bardzo pozytywnie nastawiona. Nie taka Montana straszna jak  mi się wydawało. Okazało się, że wybrała mnie dość nietypowa rodzina. Ojciec samotnie wychowujący trzy córki. Niestety zgodzili się być tylko moją welcome family, co oznacza, że nie są w pełni zdecydowani czy chcą wziąć ucznia na cały rok. Będę u nich 3 miesiące, potem okaże się czy dłużej. Jeśli nie, to przejdę do nowej rodziny.


Zobaczymy jak wszystko się ułoży. Bądźmy dobrej myśli.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz