czwartek, 21 lipca 2011

Jak to się stało – placement

Na placement, czyli rodzinę, która bierze ucznia na rok, czekałam od stycznia. Bardzo często (a od czerwca każdego dnia) sprawdzałam pocztę, łudząc się, że będzie tam wiadomość o host rodzinie. Mijały miesiące, a ja nie otrzymywałam żadnych informacji. Zbliżał się koniec roku szkolnego, a moja wiara w to, że jednak pojadę coraz bardziej słabła.

W maju World Experience przysłało mi dość dużą ilość ulotek i mini-poradników, o tym,  co może mnie czekać na wymianie, jak się zachowywać, a także trochę informacji o USA, ich kulturze czy zwyczajach.


Długie czekanie opłaciło się – otrzymałam miłą niespodziankę na początek wakacji – rodzina znalazła się. Od tamtego dnia zaczęłam dopełniać formalności, jak kupienie biletu, szczepienia, prześwietlenie płuc, próba tuberkulinowa i parę innych. W końcu były niecałe 2 miesiące do wylotu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz