piątek, 30 grudnia 2011

Rok temu ...

Zbliża się koniec roku, czekają nas ostatnie dzień z datą "grudzień 2011" i przyjdzie 2012 rok. Nie wiem co w tym specjalnego, ale zawsze uwielbiałam ten moment zmiany roku kalendarzowego, fajerwerki w powietrzu i to wrażenie, że właśnie coś się skończyło w naszym życiu, mimo że to taki sam dzień jak każdy inny. Trzydziestego pierwszego grudnia lubię cofać się w czasie. Rok temu tego dnia ...

Zdecydowanie moje życie skrycie kręciło wokół wyjazdu do Stanów. Był to moment, w którym moja aplikacja była wysłana (jeszcze nie zaakceptowana). Ten wyjazd był rzeczą nierealną i momentami byłam prawie pewna, że się nie spełni. Teraz siedzę w salonie w moim nowym (tymczasowym) amerykańskim domu i zbliża się połowa mojego pobytu w Kalispell w Montanie.

Podsumowując mój rok, a w zasadzie te kilka ostatnich miesięcy w USA, muszę przyznać, że rok temu nie wiedziałam na co się piszę. Nie mogę powiedzieć, że nie podoba mi się tu i żałuję, bo jest naprawdę bardzo fajnie i zrobiłabym to jeszcze raz. Po prostu jest trudniej niż mogło mi się wydawać rok temu siedząc w moim pokoju, marząc o wyjeździe. Kiedy się tu naprawdę jest, trzeba radzić sobie samemu. Nagle jest się teoretycznie "wolnym", ale ma się poczucie jeszcze większej odpowiedzialności za siebie. Zanim zrobi się cokolwiek, myśli się dziesiątki razy, gdy wcześniej zrobiłoby się coś od razu. Tak naprawdę jest się też gdzieś pomiędzy Polską a Ameryką.

Dodaję krótką notkę, ponieważ chciałabym życzyć każdemu kto to przeczyta ..

TEGO, ŻE ZA ROK, GDY COFNIEMY SIĘ W CZASIE
STWIERDZIMY, ŻE SIĘ CZEGOŚ NAUCZYLIŚMY
BEZ WZGLĘDU JAK, ŁATWĄ, CZY TRUDNIEJSZĄ DROGĄ
BEZ WZGLĘDU GDZIE BĘDZIEMY, CO ZROBIMY, 
BO PRZECIEŻ TU NIE CHODZI O NIEROBIENIE BŁĘDÓW,
ŻEBYŚMY NICZEGO NIE ŻAŁOWALI I NIE ŻYLI W PRZESZŁOŚCI, 
albo prościej ...
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU !



środa, 28 grudnia 2011

Pizza i maraton filmowy czyli Święta Bożego Narodzenia :)

Jadąc do Stanów wiedziałam, że Boże Narodzenie będzie wyglądać inaczej. Nie miałam jednak pojęcia, że różnić się będzie aż w takim stopniu.

Gdy tylko skończyło się Haloween w sklepach wszędzie można było dostać różnego rodzaju ozdoby świąteczne, a domy udekorowane były tysiącami lampek. 






Przygotowań do Świąt prawie nie było. Jedyne co robiliśmy to pieczenie i dekorowanie ciasteczek, których teraz mamy mnóstwo. Ponadto dekorowałyśmy skarpety świąteczne.



Wigilia była najzwyklejszym dniem. Pojechaliśmy robić ostatnie zakupy świąteczne. Na szczęście wiele osób zrobiło to wcześniej i sklepy nie były zatłoczone. Kilka dni wcześniej losowaliśmy imię osoby, której mieliśmy kupić prezent. Strasznie ucieszyłam się, ze wylosowałam najmłodszą host siostrę - Lydię, poniewaz wiedziałam dokładnie co jej kupić - lalkę Monster High :)

Mam zdjęcie z tego dnia. Widać mój świąteczny sweter, który miałam na sobie, niestety na zdjęciu, mam uciętą głowę, trudno .. przynajmniej widać motyw bałwanka i choinki :)



Wróciliśmy do domu z naszą wigilijną kolacją - pizzą. Oglądaliśmy świąteczne filmy, na przykład "Christmas Story" i "Charlie Brown and Christmas". Każdy mógł otworzyć jeden prezent. Zostawiliśmy ciasteczka i list do Świętego Mikołaja i śledziliśmy jego podróż na komputerze (może brzmi to dziwnie, ale jest strona internetowa, która pokazuje jego podróż).


Tego wieczoru pomagałam jeszcze pakować niektóre prezenty.


Świąteczny poranek to otwieranie prezentów. Nie mam zbyt dużo zdjęć, ponieważ większość jest na innym aparacie.


moje prezenty
Dostałam kilka prezentów, między innymi słodycze, monopoly i parę kosmetyków z Bath and Body Works (uwielbiam to miejsce). Zjedliśmy razem śniadanie i zaczęliśmy maraton filmowy. Tym cudem od rana do wieczora oglądaliśmy filmy, ostatecznie około 5-6 filmów. 

Właśnie tak obchodziłam Boże Narodzenie w tym roku. Zupełnie nie jak Święta, które znamy. W końcu jestem w Stanach ! :)

czwartek, 22 grudnia 2011

Jakoś tak nie czuć świąt ...

Zanim opiszę przygotowania do świąt, światełka na ulicach, dekorowanie ciasteczek ... dodaję notkę, która tak naprawdę jest zbiorem różnych wydarzeń i zdjęć.

We wtorek ostatni raz w tym roku szliśmy do szkoły. Był to dzień pod tytułem UGLY CHRISTMAS SWEATER PARTY. Jak na razie nie mam zdjęć. Mój świąteczny sweter jest biały, ma choinkę, bałwanka i domek ! ;)) W ten dzień nie robiliśmy w szkole chyba nic. Na każdej lekcji graliśmy w gry i jedliśmy ciasteczka.

 Tego samego dnia miałam próbę do teatru. Była wielka improwizacja, bo nie wiedziałam nawet którym z czterech wyjść zza kulis mam iść, ale jakoś poszło. Po próbie pojechałam na urodziny do Lily. Było naprawdę świetnie, oglądaliśmy filmy, śmialiśmy się i graliśmy w kalambury (obsesja amerykanów, którą bardzo lubię). Do domu wróciłam o 12 rano następnego dnia, bo wszyscy zostali na sleepover.

 Jest parę ciekawych rzeczy, których nie opisałam wcześniej. Między innymi to, że byłam opisana w gazecie szkolnej.

Obok mnie opisana Bara z Czech


Całość ;)

 Oprócz tego dostaliśmy plakaty sztuki, w której biorę udział


Znalazłam również książkę z nutami do piosenki z płyty Taylor Swift "Fearless". Od razu wypożyczyłam ją na święta ;)


Dzisiaj wybrałam się na spacer ... do skrzynki pocztowej (5 minut drogi). Jak na Amerykę, to limit ruchu na cały dzień haha ;) Zrobiłam parę zdjeć





Cel osiągnięty !

radośnie z listami

moje nowe ulubione rękawiczi


Dumnie noszę koszulkę Kalisz, Jestem Najstarszy ! ;)) 


Niedługo dodam notkę o przygotowaniach do Świąt. Tymczasem....
MERRY CHRISTMAS EVERYBODY !

piątek, 16 grudnia 2011

Śnieg i snowboard, przyszła zima !

Śnieg padał już na początku listopada, ale w zeszły weekend w końcu otworzono wyciągi narciarskie, które oddalone są o około 30 km od Kalispell. Wybrałam się tam w niedzielę.Specjalnie wstałam wcześniej, żeby się tam wybrać. Moja amerykańska przygoda ze snowboardem oficjalnie rozpoczęła się parę minut przed dziesiątą. 
Szczerze mówiąc, to mimo że w ogóle nie pamiętałam jak jeździć, mimo, że robiłam już to przez ostatnie 2 zimowe sezony. Zdeterminowana udałam się na najłatwiejszy stok; zjechałam 2 razy, przypomniałam sobie jak się jeździ i poszłam na troszeczkę trudniejszy stok. I tak po kolei aż dotarłam to tych trudniejszych. Jeździłam pięć godzin i zdecydowałam zakończyć snowboarding na tamtą niedzielę. Mam jeszcze dużo weekendów snowboardowych przed sobą.





W szkole zostały jeszcze 2 dni do przerwy świątecznej - poniedziałek i wtorek. Oprócz jednego testu z historii, zapowiadają się dość luźne dwa dni. Głównie oglądanie filmów czy powtórki. We wtorek mamy "ugly christmas sweater party" na niektórych lekcjach. Polega to na tym, że każdy ubiera niezbyt ciekawy świąteczny sweter. Przeważnie czerwony z Mikołajem, choinką czy reniferami. W ten weekend muszę kupić jakiś ;) Oprócz tego jadę też na snowboard w sobotę, niedzielę albo nawet oba dni. Zresztą zobaczymy :)

sobota, 10 grudnia 2011

Wiesz, że jesteś na wymianie, jeśli ....

 Ostatnio znalazłam pewną grupę na facebooku dotyczącą wymian w USA. Widniała tam lista rzeczy, które są charakterystyczne dla osoby, która przyjeżdża do amerykańskiego liceum. Pomyślałam, że opiszę i skomentuję parę z tych rzeczy. Niektóre są naprawdę śmieszne :))

You know you are an exchange student if...
(Wiesz, że jesteś na wymianie w USA, jeśli ...)

you know what a S'MORE is.
(wiesz, co to jest smore's)
Oczywiście, że wiem. Jest to rozpuszczona pianka marshmallow z czekoladą i dwoma herbatnikami. Przepyszne ! Naprawdę :) Coś zamiast kiełbasy przy ognisku.

you were ever given a HALLPASS to go to the bathroom.
(dostałeś karteczkę pozwalającą iść do toalety w szkole)
Prawdą jest, że w amerykańskiej szkole wszystko jest bardzo zorganizowane. Są specjalne żółte karteczki, które uprawniają być na korytarzu w czasie lekcji (gdy idziesz do toalety czy szafki). Na początku było to dla mnie bardzo dziwne, ale teraz nawet mi się to podoba. Co do usprawiedliwiania nieobecności, to jest zasada, że rodzic musi zadzwonić do szkoły w ciągu 24h od nieobecności, żeby ją usprawiedliwić. Nie ma czegoś takiego jak ocena z zachowania. Jeśli masz godziny nieusprawiedliwione to po prostu masz karę i odbiera Ci się czas na lunch albo zostajesz w kozie po szkole.

 you say "LIKE" and "TOTALLY" every three words.
(używasz słów like  - jak i totally - totalnie, cały czas)
Amerykański slang wchodzi mi do głowy bardzo szybko i sama dziwię się jakich potocznych zwrotów używam i ile jest słówek, których pewnie nigdy nie nauczyłabym się na lekcji angielskiego w szkole. :) 

you know that Friday nights are reserved for FOOTBALL/BASKETBALL games
(wiesz, że piątkowe wieczory są zarezerwowane dla meczy footballu i koszykówki)
Sporty w liceum to bardzo ważna rzecz. Jest na nich naprawdę przyjemnie, jednak mnie jakoś nie wciągnęły. Nie jest tak, że jeśli nie angażujesz się w sport to nie istniejesz, ale niestety prawdą jest to, że jeśli nie chodzisz na jakieś dodatkowe szkolne zajęcia to ciężko jest mieć znajomych. 

you now think DUBBING movies and TV series should be illegal. Movies are just so much better in their original language
(teraz myślisz, że dubbing w filmach powinien być zabroniony, filmy są lepsze w oryginalnym języku)
 O wiele łatwiej ogląda się bez napisów czy dubbingu. Całkowicie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Śmieszne jest to, że wielu Amerykanów nawet nie wie, co to jest dubbing a napisy to najgorsza rzecz na świecie. Przecież wszystko jest po angielsku, jak to film może być w innym języku :)

 you love TARGET
(kochasz TARGET )
Target, czyli jeden z amerykańskich supermarketów. Różni się tym, zę nie ma tam spożywki, tylko rzeczy do domu, ubrania, płyty, elektronika, zabawki itp. Muszę przyznać, ze UWIELBIAM Target, to chyba mój ulubiony sklep. Nawet nie potrafię wytłumaczyć dlaczego.
 
you need STARBUCKS every other day
(potrzebujesz iść do Starbucksa każdego dnia)
Ja byłam w Starbucksie tylko dwa razy i jakoś bez rewelacji. Jeśli generalnie chodzi o kawę, to pije jej duużo więcej niż w Polsce (prawie codziennie jedną). Pewnie jest to zasługa kremów do kawy, jest ich chyba kilkanaście smaków. Mój ulubiony to French Vanila. 


someone has asked you SILLY QUESTIONS like: "do you have cars in Poland?" - "You don't have Halloween, do you have Christmas?" - "How long does it take to DRIVE to Europe?", etc
(ktoś zadał Ci głupie pytania, w stylu czy macie samochody w Polsce etc)
Miałam takie szczęście, że dużo takich pytań nie miałam. Niestety wiedza Amerykanów nie jest imponująca (w większości), słyszałam już, że Polska to część Chin itp.

you prefer bottled water because you don't like the tap water here
(wolisz wodę z butelki niż z kranu)
Na początku nie mogłam się przestawić, że pije się wodę z kranu. Moja host rodzina pije z butelek, ale w szkole są water fountains.

 you want to take tests with PENCIL and look for MULTIPLE CHOICE sections on tests
(bierzesz ołówek na sprawdziany i szukasz pytać ABCD)
Prawda jest taka, że nie używam już prawie długopisów, jedynie ołówków, rozwiązywanie matematyki na papierze w linie to codzienność, a testy ( z możliwością używania notatek) są naprawdę proste. Kwestia przyzwyczajenia :)

you don't think it's wrong to have cake AND ice cream
(nie widzisz nic złego w jedzeniu ciasta i lodów)
Słodkiego nigdy za wiele :)) 
 
you are used to people looking at you in a wired way just because you are WALKING or BIKING to get to places
(przyzwyczaiłeś się do tego, ze ludzie patrzą się na Ciebie dziwnie, gdy idziesz gdzieś na nogach albo jedziesz rowerem)
Muszę przyznać, ze brakuje mi chodzenia i chodników ;)) 

you went to HOMECOMING and PROM.
(byłeś na homecoming i promie)
Jak na razie mieliśmy tylko bal homecoming i oczywiście byłam :) 

you PARK as close to the store as possible so you don't have to walk even one yard too far
(poarkujesz jak najbliżej sklepu, żeby nie mieć za daleko do przejścia)
Jednym słowem, Amerykanie przepraszają, że musisz iść, jak parkują gdzieś dalej niż w pierwszych trzech rzędach parkingu.

Nie opisałam wszystkiego, ale pomyślałam, że urozmaici to trochę moje regularne notki. Mam pomysły na inne tego typu. Może ... o Amerykańskim jedzeniu, albo sklepach ? Jeśli macie pomysł, to piszcie w komentarzach (pytania również).

środa, 7 grudnia 2011

K54

Przez chwilę jestem tylko numerkiem. Nie ma imion, nazwisk. Przechodzę sali do sali i mówię kolejny raz swój dziesięciominutowy kawałek o Żydówce w Nazistowskich Niemczech i w duchu modlę się, by nie przejęzyczyć się albo nie zapomnieć tekstu. Głęboki oddech i zaczynam. Tak było w czterech rundach na zawodach z przemówień w sobotę.
Pobudka o 4.30 , po godzinie siedzę w autobusie wyjeżdżającym do Libby- miasteczka w Montanie. Dwugodzinna jazda i drużyna speech melduje się w tamtejszej szkole. Po półgodzinnej przerwie, rozchodzimy się do sal i od wtedy jesteśmy numerkami. Ja byłam K54. Obok mnie dziewiętnastka innych zawodników.
"Dzień dobry. Jestem numer K54. Mój minutnik wskazuje 10 minut i 1 sekundę i będzie odliczał w dół. Czy moje jury jest gotowe? Czy moja publiczność jest gotowa?"
Tymi słowami zaczynam przemowę. Czas leci szybko, a ja czuję się wyjątkowo zadowolona z siebie. Mimo wszystko nie wierzę, że zajmę wysokie miejsce. W końcu to moje pierwsze zawody, a angielski to nie mój ojczysty język. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy po kilku godzinach na liście osób, które dostały się do finału, widnieje mój numer. Sprawdzam to chyba kilkanaście razy, a potem biegnę do sali na ostateczny pojedynek. ...Przemawiam pierwsza. Czuję jak nogi mi się trzęsą, ale staram się panować nad sobą i nie okazać, że się denerwuję. Mówię swój kawałek już piąty raz tego dnia i szczerze mówiąc mam go serdecznie dosyć, ale daję z siebie wszystko przez te ostatnie kilka minut.
Zajmuję piąte miejsce. Jestem dumna i szczęśliwa ! Piąte miejsce ! Piąte miejsce :))
Dzięki kilka dni później zostałam przeniesiona do lepszej grupy przemówień - varsity i będę trenowała jeszcze prawie 2 miesiące, jeżdżąc na nowe zawody :)) Warto było postarać się w Libby.

Źle napisali moje imię, ale to już nie ma znaczenia :))

Zawody w Libby to chyba najważniejsze wydarzenie w ostatnim czasie. Inna rzecz, którą robiłam to wspomniane już wcześniej przeze mnie krojenie serca owcy na biologii (było super !!!). Dostaliśmy jedno serce na dwie osoby. Skalpele w rękach i odkrywamy tajemnice medycyny, haha, przynajmniej tak nam się wydawało.

We wtorek odbyło się spotkanie z wymieńcami i jakąś organizacją pomagającą kobietom w kształceniu się (tyle zapamiętałam). Mieliśmy wspólną kolację, a potem opowiadaliśmy o bożonarodzeniowych tradycjach w naszym kraju. Nikt nie chciał mówić pierwszy, oprócz mnie. Jeśli chodzi o tego typu przemówienia, to zaczęłam to lubić (wcześniej też jakoś nie miałam problemu). Nawet jeśli popełniam błędy w angielskim ( a czasem zdarzy mi się to) to mówię dalej i chyba o to chodzi. Wielką sensację wzbudził zwyczaj rozpoczynania wigilijnej kolacji po ujrzeniu pierwszej gwiazdki. 
Na kolacji każdy z nas dostał mały prezent- Montana :))

Poza tym, czas mija szybko. Wczoraj moja koleżanka z biologi - Lily zaprosiła mnie na swoje urodziny. Zapowiada się bardzo fajnie. Zdam relację :))

wtorek, 29 listopada 2011

Święto Dziękczynienia i Black Friday - czyli nie śpimy i robimy zakupy całą noc

Na czwarty czwartek listopada czekałam dość długo. Przede wszystkim dlatego, że w Polsce nie obchodzimy Święta Dziękczynienia. Z tego powodu już od środy nie było szkoły.

W środę wieczorem postanowiłam upiec parę rzeczy między innymi dyniowe muffinki i ciasto z jabłkami. Wszystko się udało, z czego byłam strasznie zadowolona.

W czwartek rano udałyśmy się do mamy  Rachel, Emily i Lydii, gdzie spędziłyśmy cały dzień. Była tam też ich babcia, która mieszka w innej części Montany i przyjechała na święta. Przed obiadem grałyśmy w Wii w grę "Life" i pomagałyśmy w przygotowywaniu indyka. Około 16 przyszedł czas na słynny obiad podczas Świeta Dziękczynienia. Był indyk, puree ziemniaczane, kukurydza i mnóstwo ciast. Wieczór trochę różnił się od typowego rodzinnego czasu, ponieważ każda z nas przeglądała gazetki dotyczące wyprzedaży black friday. 

O godzinie 21 rozpoczęłyśmy słynne BLACK FRIDAY SHOPPING !!! Odwiedziłyśmy chyba wszystkie sklepy możliwe (może prawie wszystkie, ale na pewno te największe). Moim celem było kupienie butów Emu. Z tego powodu stałam w kolejce do Herbergers od 23. Gdy tylko otworzono drzwi, rozpoczął się wyścig. Gdy tylko dobiegłam do butów, zorientowałam się, że nie wiem jaki mam rozmiar. Wzięłam szybko kilka pudełek i zaczęło pośpiesznie przymierzać. Po minucie już wiedziałam. Brązowe emu rozmiar 8 były w moich rękach. Strasznie się ucieszyłam, bo po około 5 minutach nie było już prawie żadnej pary w sklepie. Potem już tylko kilka innych drobnych zakupów, kolejne odwiedzone sklepy i o 6 rano oficjalnie skończyłyśmy zakupy ! Było cudownie. Mimo że ledwo widziałam na oczy, mogłabym zasnąć gdziekolwiek, powtórzyłabym to i nie mogę się doczekać na wyprzedaże po Bożym Narodzeniu.

moje zakupy z black friday

Niedawno minęło 100 dni od mojego przyjazdu do Montany. Wydaje mi się jakby to było wczoraj. Czas leci bardzo szybko, a mój czas szkole jest wypełniony aż po brzegi przez speech i próby do sztuki teatralnej. Już niedługo pierwsze zawody ze speech, w których wezmę udział (sobota). Zmieniłam trochę rodzaj przemówień, ale o tym może w następnym poście. Jutro na biologii mamy sekcję serc owiec ! Zdam relację :)))

poniedziałek, 21 listopada 2011

Urodzinowy weekend

Wszystko rozpoczęło się w piątek. Moja host siostra - Emily obchodziła 13 urodziny. Dzień rozpoczął się od śpiewania Happy Birthday i jedzenia tortu oraz prezentów po południu. 

Emily z twarzą w torcie !
 Z kolei sobota to MOJE URODZINY ! Szesnastka to ważny rok dla Amerykanów, bo mogą dostać prawo jazdy. Ja niestety będę musiała czekać jeszcze dwa lata. Było naprawdę super. Wszyscy złożyli mi życzenia, od host rodzinki po internetowe rozmowy z Polską przez skypa. Dostałam kilka kartek urodzinowych oraz duży tort czekoladowy, który jedliśmy dopiero w niedzielne popołudnie, ponieważ mieliśmy jeszcze dwa inne z urodzin Emily. W moje urodziny pojechaliśmy na zakupy (kupiliśmy "Viva la vida" Coldplay !! ), oglądaliśmy "Anioły i demony", które wybrałam jako mój urodzinowy film. 




 Odniosłam wrażenie, że urodziny w Stanach nie są taką ważną sprawą. Spędza się je w mniejszym gronie, jest to normalny dzień.

W niedzielę wybrałam się do kina z Hetą, oczywiście na BREAKING DAWN, czyli Przed Świtem. Jako fanka Zmierzchu nie mogłam tego przegapić. Amerykańskie kino różni się diametralnie od polskiego. Nie dość, że w Kalispell kino ma 14 sal, to zarówno siedzenia jak i cały budynek jest zupełnie inny. Sam film bardzo mi się podobał. Mimo że słyszałam bardzo dużo negatywnych opinii, to ja jestem zupełnie przeciwnego zdania. Całe półtorej godziny siedziałam wpatrzona w ekran.


Wieczorem udałam się na basen do centrum sportowego Summit. Sam budynek jest ogromny. Znajdzie się tam wszystko, począwszy od siłowni, przez różne sale, ścianki wspinaczkowe, sauny i w końcu basen. Muszę przyznać, że po kilku miesiącach całkowitego niepływania przepłynięte przez mnie 1300m nie jest wcale takim złym wynikiem. 






Rozpoczął się kolejny tydzień (i tylko 2 dni szkolne). Dzisiaj zmieniłam kilka przedmitów na drugi semestr, między innymi będę miała Acting 2 (czyli Aktorstwo na poziomie drugim) oraz Guitar 2 (czyli drugi poziom gitary). Strasznie się z tego powodu cieszę ! :))

Od środy przerwa na Thanksgiving, którego nie mogę się doczekać ! Wszędzie wokół pełno dekoracji na to święto, indyki, pielgrzymi i dyniowe ciasto. Jeszcze tylko kilka dni ! ;)

niedziela, 13 listopada 2011

Na deskach szkolnego teatru oraz 11 listopada

Rozpoczął się listopad. Na dworze jest zimno, temperatura często spada trochę poniżej zera, za nami już pierwszy śnieg.

Wróćmy do poniedziałku. Zaczyna się kolejny tydzień nauki. Rano, siedząc na lekcji teatru wpadł mi do głowy pomysł, żeby pójść na przesłuchania do nowej szkolnej sztuki teatralnej.  Gdyby ktoś zapytał mnie wcześniej, powiedziałabym, ze chyba żartuje. Mimo wszystko poszłam. Na kilka minut przed rozpoczęciem, w sali zbierało się coraz to więcej osób. Wypełnialiśmy karty, dotyczące wzrostu, doświadczeń teatralnych itp. Jak zwykle miałam problem z napisaniem ile mam wzrostu w calach, więc zaczęłam porównywać się z kilkoma osobami i w końcu doszłam do wniosku, że mam około 5'8''.

Otrzymaliśmy sceny do przeczytania. Było ich kilka. Wybrałam sobie jedną i miałam dosłownie kilka minut na przygotowanie tego monologu. Wystąpiłam jako jedna z pierwszych, żeby mieć to z głowy. Podziękowałam i wyszłam. Byłam dumna z tego, że odważyłam się pójść, ale za bardzo nie liczyłam, że się dostanę. W głębi serca bardzo chciałam. 

Obsadę wywieszono w czwartek. Gdy tylko zobaczyłam swoje imię, nie mogłam przestać się cieszyć.

Sztuka: Hooked
....
Rola : nauczycielka - Ola Leki 

Sztuka: Choices
...
Extra: Ola Leki 

Tym cudem jestem w dwóch sztukach. Jest ich kilka, dlatego, ze trwają tylko 10 minut. Całe wydarzenie nazywa sie FXT - Flathead Experimental Theatre. Oznacza to, że uczniowie napisali krótkie (10-minutowe) sztuki, uczniowie są reżyserami i uczniowie grają. Wystawiamy je w trzy wieczory w styczniu. Próby rozpoczynają się w tym tygodniu. Nie mogę się doczekać !
Jak widać moje próby są w poniedziałki i środy


Kolejnym ważnym wydarzeniem, było 11 listopada. Postanowiłam w jakiś sposób pokazać, że u nas jest Dzień Niepodległości. Na mojej szafce widniał napis : November 11- Independence Day in Poland i wydrukowana flaga i godło. Ponadto ubrałam się na biało-czerwono i miałam na dłoniach narysowane 2 małe flagi.

MOJA SZAFKA !! Speech and debate autobus i Poland ;)

czwartek, 3 listopada 2011

Dzień, w którym straszy - 31 października

Przygotowanie do haloween rozpoczęły się już pod koniec września. W oknach domów zaczęły pojawiać się przyklejane obrazki duchów, a przed drzwiami nie raz można było potknąć się o pomarańczową dynię. Nasz dom oczywiście też był przystrojony. Do lamp przyczepione były figurki, duchy etc. Na moim biurku do teraz stoi haloweenowa świeczka-dynia. Dzień przed haloween wybraliśmy się na zakupy w poszukiwaniu kostiumów. Ja znalazłam swój w K-marcie i postanowiłam być WAMPIREM !

Liczyliśmy dni i w końcu nadeszło haloween. Tego dnia, nie poszłyśmy do szkoły, bo mieliśmy dużo spraw do załatwienia. Byłam odebrać paczkę z Polski na poczcie, w paru sklepach i w końcu przygotować się na wieczorne "trick or treat" czyli cukierek albo psikus w wersji amerykańskiej.

Lydia jako wiedźma i ja jako wampir


Tego dnia było bardzo zimno i chyba pierwszy raz od kiedy mieszkam w Montanie, zaczął wiać wiatr. Kalispell z każdej strony otoczone jest górami, więc było to rzadkie zjawisko. Po pół godzinie chodzenia na dworze, nawet w polarze, czapce i rękawiczkach nie było przyjemnie. Pojechaliśmy, w część miasta, niedaleko szkoły, gdzie trick or treating jest bardzo popularne. Od razu zaskoczyła mnie ilość ludzi i sposób, w jaki udekorowane był ulice. Było cudownie !








Razem z Lydią odwiedziłyśmy kilka nawiedzonych domów, odwiedziłyśmy naszych sąsiadów i zakończyłyśmy naszą haloweenową przygodę. Zebrałyśmy naprawdę dużo cukierków. 


   

To tylko moje cukierki i słodycze ! Lydia miała tak samo dużo, jak nie więcej.

Po powrocie do domu oglądaliśmy horror. Był naprawdę straszny i nie tylko ja tak sądzę, wszyscy inni też to potwierdzili. Trzymałam się dzielnie, ale około północy, na 15 minut przed końcem filmu za bardzo się bałam i poszłam do swojego pokoju na górę. Horrory nie są moim mocnym punktem, chyba nigdy nie dałam rady obejrzeć całego. Przez godzinę oglądałam jeszcze filmiki w internecie, by spokojnie usnąć i rozpocząć kolejny, zwyczajny tydzień w szkole.